Ukrzyżowanie i śmierć Pana Jezusa - Gdy Matka otrzymuje nas pod Krzyżem

Ukrzyzowanie

„A obok krzyża Jezusowego stały: Matka Jego i siostra Matki Jego, Maria, żona Kleofasa, i Maria Magdalena” - J 19, 25.

Na Golgocie wszystko zostaje doprowadzone do kresu. Nie ma już drogi, którą trzeba przebyć, ani miejsca, ku któremu można jeszcze pójść. Jezus został przybity do krzyża, a Maryja znajduje się u stóp Syna w chwili, której nie da się przyspieszyć ani odwrócić. Ewangelista nie opisuje Jej rozpaczy, gestów ani słów. Pozostawia tylko fakt obecności. Matka jest tam, gdzie umiera Jej Syn.

W pierwszą sobotę właśnie ta obecność staje się miejscem naszej modlitwy. Nie przychodzimy po to, aby odtwarzać wszystkie fizyczne szczegóły Ukrzyżowania ani budować wzruszenie wokół bólu Matki. Przychodzimy, aby wejść w jedną z najgłębszych tajemnic Różańca: godzinę, w której Ofiara Chrystusa osiąga swój szczyt, a Maryja słyszy z krzyża słowa, które na zawsze zmienią Jej relację z uczniami Syna.

Na początku życia Jezusa usłyszała od Symeona, że Jej duszę przeniknie miecz. Teraz proroctwo nie jest już zapowiedzią. Stało się rzeczywistością. Ten sam Syn, którego przyniosła do świątyni jako Dziecię, zostaje wywyższony na krzyżu poza murami miasta. Maryja nie otrzymuje wyjaśnienia, które mogłoby złagodzić ból. Otrzymuje natomiast słowo Syna: „Niewiasto, oto syn Twój”.

W godzinie utraty zostaje Jej powierzony człowiek.

I właśnie tutaj zaczyna się szczególny sens pierwszosobotniego wynagrodzenia.

Nie stoimy bowiem przy Maryi wyłącznie jako współczujący obserwatorzy. Stoimy przy Tej, którą Chrystus w godzinie śmierci daje uczniowi za Matkę. Nasza modlitwa nie jest więc próbą pocieszenia kogoś obcego. Jest odpowiedzią dziecka, które rozpoznaje dar otrzymany spod Krzyża i nie chce przyjąć go z obojętnością.

Krzyż odsłania prawdę o miłości

Krzyż odsłania prawdę o miłości

Ukrzyżowanie było karą publiczną i haniebną. Człowiek, którego przybijano do drewna, miał umrzeć na oczach innych, pozbawiony nie tylko życia, lecz również resztek ziemskiej godności. Właśnie w takie miejsce wchodzi Syn Boży. Ewangelia nie upiększa tej śmierci. Pokazuje Chrystusa naprawdę cierpiącego, naprawdę odrzuconego i naprawdę umierającego.

A jednak Krzyż nie jest wyłącznie historią tego, co ludzie zrobili Jezusowi. Chrystus oddaje siebie dobrowolnie. To, co z zewnątrz wygląda jak ostateczne zwycięstwo przemocy, zostaje przez Niego przyjęte jako Ofiara miłości i posłuszeństwa Ojcu. Nie zostaje Mu odebrane życie w taki sposób, jakby utracił władzę nad własnym losem. Sam wcześniej powiedział, że oddaje życie z własnej woli.

Dlatego na Golgocie spotykają się dwie prawdy, których nie wolno rozdzielać. Grzech jest poważniejszy, niż człowiek chciałby przyznać, a miłość Boga jest większa, niż człowiek potrafi sobie wyobrazić.

Krzyż burzy zarówno lekkomyślność, jak i rozpacz. Nie pozwala powiedzieć, że zło jest czymś nieważnym, skoro Odkupienie prowadzi Syna aż do śmierci. Nie pozwala też uznać, że człowiek jest poza zasięgiem miłosierdzia, skoro właśnie za grzesznika Chrystus oddaje życie.

Maryja znajduje się w samym środku tej tajemnicy. Zna niewinność Syna nie z opowieści, lecz z całego życia spędzonego przy Nim. Nie może spojrzeć na krzyż jak ktoś, kto dopiero próbuje zrozumieć, kim jest Jezus. Ona znała Go w ciszy Nazaretu, zanim tłumy zaczęły wymawiać Jego imię. Teraz patrzy na Tego samego Syna potraktowanego jak przestępca.

Jej boleść nie rodzi jednak buntu przeciwko Bogu. Maryja nie staje po stronie tych, którzy chcieliby uratować Jezusa za cenę odrzucenia Jego misji. Jej miłość pozostaje zjednoczona z miłością Syna, nawet gdy ta miłość przechodzi przez śmierć.

Tutaj pierwsza sobota dotyka czegoś głębszego niż sam żal nad Męką. Wynagrodzenie zaczyna się od uznania, że nie można przyjmować daru Odkupienia jak czegoś oczywistego. Krzyż domaga się wdzięczności, która ma ciężar decyzji.

Słowo wypowiedziane do Matki

 

Spośród wszystkich słów wypowiedzianych przez Jezusa na krzyżu jedno zostaje skierowane bezpośrednio do Maryi.

„Niewiasto, oto syn Twój” - J 19, 26.

Nie jest to zdanie wypowiedziane w spokojnym domu. Pada w chwili śmierci, pośród cierpienia, publicznego poniżenia i bliskości końca. Jezus widzi Matkę i widzi umiłowanego ucznia. Łączy ich swoim testamentem z Krzyża.

Maryja otrzymuje człowieka właśnie wtedy, gdy traci Syna według ciała.

To macierzyństwo rodzi się pod Krzyżem.

Kościół od dawna odczytuje tę scenę szerzej niż jako prywatne zabezpieczenie losu Maryi po śmierci Jezusa. W umiłowanym uczniu widzi ucznia Chrystusa, któremu zostaje powierzona Matka Pana. Sam tekst Ewangelii podkreśla zresztą odpowiedź Jana: od tej godziny wziął Ją do siebie.

Nie wystarczy więc usłyszeć słowa Jezusa.

Trzeba jeszcze przyjąć dar.

Pierwsza sobota stawia nas właśnie wobec tej odpowiedzialności. Jeżeli Maryja została dana uczniowi, obojętność wobec Niej nie jest czymś neutralnym. Nie chodzi przy tym o sentymentalizm ani o mnożenie pobożnych praktyk dla samych praktyk. Chodzi o to, czy rzeczywiście pozwalamy Matce prowadzić nas do sposobu życia zgodnego z Ewangelią.

Maryja nigdy nie zatrzymuje uwagi na sobie. W Kanie powiedziała: „Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie”. Pod Krzyżem Jej postawa pozostaje taka sama. Nie przysłania Jezusa, lecz stoi przy Jego Ofierze. Dlatego prawdziwa pobożność maryjna zawsze prowadzi do Chrystusa, do sakramentów, do posłuszeństwa przykazaniom, do skruchy i do życia łaską.

Wynagradzać Jej Niepokalanemu Sercu znaczy więc także przyjąć na serio macierzyństwo, które Chrystus powierzył uczniowi. Nie przez piękne słowa, lecz przez pozwolenie, aby Jej spojrzenie na Jezusa stało się szkołą naszego spojrzenia.

Matka słyszy modlitwę za oprawców

modlitwę za oprawców

Z krzyża pada modlitwa:

„Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią” - Łk 23, 34.

Maryja znajduje się blisko tego słowa. Słyszy, że Syn nie odpowiada na przemoc przekleństwem. Nie prosi Ojca o zemstę. W samym środku własnej krzywdy modli się za tych, którzy Go krzyżują.

Dla Matki jest to szczególna godzina. Jej Syn jest niewinny, a krzywda jest oczywista. Nie istnieje potrzeba pomniejszania zła ani udawania, że oprawcy nie dopuścili się straszliwej winy. A jednak miłość Chrystusa sięga dalej niż ich czyn.

Pierwszosobotnie rozważanie nie powinno omijać tego momentu. Można bowiem pragnąć wynagradzać Maryi, a jednocześnie pielęgnować w sercu urazę, która z czasem staje się pragnieniem nieszczęścia drugiego człowieka. Krzyż odsłania wtedy sprzeczność.

Przebaczenie nie oznacza, że krzywda przestaje być krzywdą. Nie wymaga powrotu do relacji, która nadal jest niebezpieczna, ani rezygnacji ze sprawiedliwości. Dotyczy czegoś głębszego: odmowy budowania życia na nienawiści.

Maryja stoi pod Krzyżem Syna, który przebacza.

Jeśli chcemy być blisko Jej Serca, musimy pozwolić temu słowu wejść również w miejsca, których zwykle bronimy przed Ewangelią.

Nie zawsze będzie to oznaczało nagłe uczucie pokoju. Czasem pierwszym prawdziwym krokiem będzie jedynie zgoda, by przestać życzyć komuś zła. Innym razem będzie nim modlitwa za osobę, o której dotąd potrafiliśmy myśleć tylko z gniewem. Takie decyzje nie zaprzeczają doznanej krzywdzie. Pokazują natomiast, że nie chcemy pozwolić, aby cudzy grzech uczynił z naszego serca miejsce dalszego zła.

„Pragnę”

Pragnę

Święty Jan przekazuje jedno z najkrótszych słów Ukrzyżowanego:

„Pragnę” - J 19, 28.

Najpierw trzeba usłyszeć jego prosty sens. Jezus naprawdę doświadcza pragnienia. Jego ciało nie jest pozorem, a Męka nie jest przedstawieniem. Syn Boży wszedł w ludzką słabość tak głęboko, że przyjął nawet fizyczne wyniszczenie poprzedzające śmierć.

Tradycja duchowa widziała w tym słowie również echo pragnienia dusz. Trzeba jednak zachować właściwy porządek: najpierw jest prawdziwe wołanie konającego Chrystusa, a dopiero potem medytacja nad tym, czego pragnie Jego Serce w dziele zbawienia.

Pod Krzyżem Maryja słyszy to słowo. Nie ma możliwości przywrócenia Synowi sił ani odwrócenia godziny śmierci. Może jednak zjednoczyć własne serce z tym, czego chce Jezus.

Chrystus pragnie doprowadzić dzieło Odkupienia do końca.

Nie pragnie naszej powierzchownej litości. Nie umiera po to, abyśmy jedynie wzruszyli się nad Jego cierpieniem. Ofiara domaga się odpowiedzi człowieka, który pozwala przyjąć łaskę.

Właśnie tutaj pierwsza sobota przestaje być dodatkiem do życia religijnego. Spowiedź nie jest formalnością przygotowującą do wypełnienia warunku nabożeństwa. Komunia Święta nie jest jednym z punktów do zaznaczenia. Różaniec nie jest serią słów, które trzeba odmówić, a piętnaście minut rozmyślania nie jest czasem oczekiwania na koniec.

Wszystkie te praktyki mają być odpowiedzią na miłość, która na Golgocie niczego sobie nie oszczędziła.

Jeśli więc dusza przychodzi do sakramentu pokuty bez zamiaru zerwania z grzechem, coś w tej odpowiedzi pozostaje fałszywe. Jeśli przyjmuje Eucharystię bez czci, przestaje widzieć związek między Ołtarzem i Krzyżem. Jeśli modli się do Maryi, ale nie chce słuchać Jej Syna, oddziela nabożeństwo od jego celu.

„Pragnę” może więc stać się jednym z najprostszych i najmocniejszych punktów tej pierwszej soboty.

Nie trzeba odpowiadać wieloma słowami.

Wystarczy przestać odmawiać Chrystusowi tego miejsca w życiu, które od dawna próbuje odzyskać.

Ciemność nie unieważnia obietnicy

Ciemność nie unieważnia obietnicy

Ewangelie mówią o ciemności, która ogarnęła ziemię w godzinach Ukrzyżowania. Z krzyża rozlega się również wołanie Jezusa słowami Psalmu 22: „Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił?” - Mt 27, 46.

Nie jest to utrata wiary ani zerwanie jedności Syna z Ojcem. Chrystus modli się słowami Pisma i wchodzi w krańcowe doświadczenie ludzkiego cierpienia.

Maryja słyszy ten głos.

Jej własna wiara zostaje wystawiona na próbę, której skali trudno sobie wyobrazić. W chwili Zwiastowania usłyszała, że Syn będzie wielki i że Jego królestwu nie będzie końca. Teraz ten sam Syn umiera jak człowiek odrzucony.

Nie musi znać wszystkich szczegółów tego, co wydarzy się po śmierci Jezusa, aby nadal ufać Bogu. Jej wiara nie zależy od tego, czy w danej chwili potrafi zobaczyć sposób spełnienia obietnicy.

To szczególnie ważna tajemnica dla ludzi, którzy od dawna się modlą i nie widzą rozwiązania.

Czasami człowieka nie niszczy samo cierpienie, lecz poczucie, że Bóg przestał odpowiadać. Wtedy pojawia się pokusa, aby wcześniejsze łaski uznać za złudzenie, a obietnicę Bożą mierzyć aktualnym stanem rzeczy.

Maryja na Golgocie pokazuje inny rodzaj wiary.

Nie potrzebuje natychmiastowego wyjaśnienia, żeby nadal należeć do Boga.

Nie przekształca tajemnicy w teorię i nie próbuje zagłuszyć boleści łatwym pocieszeniem. Jej wiara pozostaje w ciemności prawdziwa.

Ta scena może wynagradzać również nasze częste odejścia od Boga wtedy, gdy przestajemy rozumieć Jego działanie. Jak łatwo jesteśmy wierni, dopóki widzimy skutki modlitwy. Jak szybko pojawia się chłód, gdy Bóg nie spełnia naszych oczekiwań.

Niepokalane Serce Maryi uczy wiary, która nie stawia Bogu warunku: „będę Ci ufał, jeśli najpierw pokażesz mi, co robisz”.

„Wykonało się”

Wykonało się

Pod koniec Męki Jezus mówi:

„Wykonało się” - J 19, 30.

To słowo nie brzmi jak wyznanie klęski. Oznacza doprowadzenie dzieła do końca. To, co rozpoczęło się w tajemnicy Wcielenia, przechodzi przez całe życie Jezusa i znajduje swój szczyt w Ofierze Krzyża.

Maryja znała początek tej historii w sposób nieznany nikomu innemu. Ona pierwsza przyjęła Słowo Wcielone. Jej codzienność przez lata była związana z ukrytym życiem Chrystusa, zanim rozpoczął publiczną działalność. Teraz znajduje się przy końcu ziemskiej drogi Syna. „Wykonało się” mieści w sobie całą wierność Jezusa Ojcu. Nie był wierny jedynie w chwilach triumfu, podczas uzdrowień i wtedy, gdy tłumy chciały Go słuchać. Doprowadził swoją misję do końca również wtedy, gdy pozostał odrzucony i ogołocony.

Maryja również nie jest Matką tylko pięknych początków. Jej obecność obejmuje Nazaret i Golgotę. To bardzo mocno odróżnia prawdziwe życie duchowe od chwilowego zapału. Człowiek lubi początki: początek modlitwy, nowe postanowienie, pierwszą gorliwość po spowiedzi, świeżą decyzję walki z wadą. O wiele trudniej dochować wierności wtedy, gdy znika nowość.

Pierwsze soboty zostały dane jako droga pięciu kolejnych miesięcy, ale ich celem nie jest wyrobienie nawyku wykonywania praktyk. Ich duch powinien nauczyć człowieka wytrwałości w łasce. Oficjalne materiały Fatimy podkreślają właśnie spowiedź, Komunię Świętą, Różaniec i piętnastominutowe towarzyszenie Matce Najświętszej z intencją wynagrodzenia.

Owoc takiego nabożeństwa nie kończy się wraz z piątą sobotą. Jeżeli jest prawdziwe, zaczyna zmieniać sposób przyjmowania Eucharystii, przeżywania spowiedzi, modlitwy różańcowej i odpowiedzi na codzienną łaskę.

„Wykonało się” staje się wtedy nie tylko słowem Jezusa, lecz miarą naszej własnej wierności. Nie chodzi o wielkość dzieł. Chodzi o to, czy doprowadzamy do końca dobro, które Bóg już nam powierzył.

Śmierć Jezusa i cisza Matki

Śmierć Jezusa

Jezus oddaje ducha.

W tej chwili wszystko, co dotąd jeszcze mogło się wydarzyć, przestaje być możliwe. Nie będzie kolejnego słowa z krzyża ani następnego spojrzenia żyjącego Syna. Ciało Chrystusa pozostaje nieruchome.

Maryja doświadcza śmierci Jezusa jako Matka.

Teologia słusznie mówi o Ofierze Odkupienia, zadośćuczynieniu i zwycięstwie, które dokonało się przez Krzyż. Nie wolno jednak pozwolić, aby prawidłowe pojęcia przesłoniły człowieczeństwo tej chwili. Dla Maryi umarł Syn.

Nie trzeba natychmiast przenosić Jej do poranka Zmartwychwstania.

W rozważaniu różańcowym wolno pozostać przez chwilę przy ciszy Wielkiego Piątku.

Jest w niej szczególna szkoła miłości.

Człowiek często boi się ciszy przy cierpiącym. Szuka zdań, które szybko naprawią sytuację, wyjaśnią sens albo zmniejszą dyskomfort. Tymczasem istnieją cierpienia, wobec których słowa stają się zbyt małe.

Maryja uczy obecności, która nie potrzebuje natychmiastowej odpowiedzi.

To ważne także poza rozważaniem Męki. Kiedy ktoś traci bliską osobę, przechodzi ciężką chorobę albo doświadcza tragedii, czasem największym darem nie jest znalezienie właściwego zdania, ale pozostanie bez uciekania przed cudzym bólem.

Ta prawda nie powtarza poprzedniej tajemnicy o dźwiganiu krzyża. Tam chodziło o wierność podczas drogi. Tutaj droga już się skończyła. Nie ma nic do niesienia ani zmieniania. Pozostaje miłość, która trwa w obliczu śmierci.

Przebity bok i otwarte źródło

Przebity bok

Po śmierci Jezusa jeden z żołnierzy przebija Jego bok, a święty Jan zapisuje, że wypłynęła krew i woda.

Kościół od wieków widzi w tym głęboki znak sakramentalnego życia wypływającego z Ofiary Chrystusa. Z przebitego boku Zbawiciela rodzi się nowe życie.

Maryja znajduje się przy tej scenie.

Dla Niej jest to jeszcze jedna rana zadana ciału Syna. Dla Kościoła stanie się ona równocześnie znakiem otwartego źródła łaski.

W pierwszą sobotę warto połączyć te dwie perspektywy.

Sakramenty nie są czymś oderwanym od Golgoty.

Przebaczenie otrzymywane w spowiedzi ma swoje źródło w dziele Chrystusa. Eucharystia nie jest pamiątką w znaczeniu zwykłego wspomnienia, lecz sakramentalnym uobecnieniem jedynej Ofiary. Łaska, do której człowiek może się przyzwyczaić, została wysłużona za cenę, której Maryja była świadkiem.

Dlatego obojętność wobec sakramentów ma tak bolesny wymiar.

Człowiek może przychodzić do źródła i nie zdawać sobie sprawy, skąd ono wypływa.

Może spowiadać się bez wdzięczności, przyjmować Komunię bez skupienia, a potem wracać do życia tak, jakby nic wielkiego się nie wydarzyło.

Pierwszosobotnie wynagrodzenie przywraca pamięć.

Nie po to, aby człowieka pogrążyć w lęku, lecz aby odnowić w nim cześć dla łaski.

Przyjąć Matkę

Przyjąć Matkę

Po śmierci Jezusa słowa „Oto Matka twoja” pozostają. Nie były chwilowym pocieszeniem na czas Męki. Uczeń wziął Maryję do siebie.

To zdanie może być jednym z najważniejszych pytań całego rozważania: co naprawdę znaczy przyjąć Maryję?

Nie wystarczy posiadać obraz, medalik czy znać modlitwy. Wszystko to może być dobre, ale samo w sobie nie stanowi jeszcze odpowiedzi na testament Krzyża. Przyjąć Maryję znaczy pozwolić Jej nauczyć nas relacji z Jezusem. Ona nie proponuje własnej Ewangelii, nie prowadzi do siebie zamiast do Syna, a Jej całe życie jest skierowane ku Chrystusowi.

Jeżeli więc nabożeństwo maryjne nie prowadzi do większej czci wobec Eucharystii, do szczerszej spowiedzi, większego posłuszeństwa przykazaniom i gorętszej miłości do Jezusa, trzeba zapytać, czy naprawdę przyjęliśmy Matkę tak, jak chciał tego Chrystus.

Pierwsza sobota staje się wtedy czymś bardzo pięknym. Nie jest religijnym obowiązkiem do zaliczenia, lecz odpowiedzią na dar z Golgoty. Chrystus dał uczniowi Matkę, a uczeń wraca do Niej, aby przez piętnaście minut rozważać tajemnice życia Syna i wynagradzać za niewdzięczność wobec Jej Niepokalanego Serca.

To jest ruch miłości od Krzyża do naszego życia.

Wynagrodzenie u stóp Krzyża

Wynagrodzenie

Wynagrodzenie nie dodaje niczego do doskonałej Ofiary Chrystusa. Nie uzupełnia Odkupienia ani nie naprawia jakiegoś braku w dziele Syna Bożego. Jest odpowiedzią stworzenia na miłość Boga oraz na dar Maryi, którego tak wielu ludzi nie przyjmuje z wdzięcznością.

W Fatimie prośba o pierwsze soboty została związana właśnie ze spowiedzią, Komunią Świętą, Różańcem i piętnastominutowym rozważaniem z intencją wynagrodzenia Niepokalanemu Sercu Maryi.

Pod Krzyżem ta intencja nabiera wyjątkowej przejrzystości. Obojętności wobec Chrystusa przeciwstawiamy wdzięczność, lekceważeniu sakramentów - cześć, odrzuceniu Matki - przyjęcie Jej jako daru Syna, usprawiedliwianiu grzechu - nawrócenie, a bluźnierstwu - miłość.

Nie trzeba jednak wypowiadać tego w formie serii aktów. Wszystko można zamknąć w jednej decyzji: nie chcę otrzymać spod Krzyża tak wielkiego daru i pozostać takim samym człowiekiem.

To jest najgłębszy sens wynagrodzenia.

Dusza pozwala łasce przynieść owoc.

Spowiedź staje się prawdziwym pojednaniem z Bogiem. Komunia Święta zostaje przyjęta z czcią. Różaniec przestaje być tylko powtarzaniem słów i staje się szkołą patrzenia na Chrystusa z Maryją. Piętnaście minut rozmyślania nie kończy się wraz z upływem czasu, lecz zostawia ślad w sumieniu.

Wtedy pierwsza sobota naprawdę dociera pod Krzyż.

Modlitwa końcowa

MODLITWA

Panie Jezu Chryste, pod Twoim Krzyżem wszystko staje się poważniejsze. Grzech przestaje wyglądać jak drobna słabość, kiedy widzę, dokąd prowadzi odrzucenie Boga, a miłosierdzie przestaje być pustym słowem, kiedy patrzę na Ciebie oddającego życie za człowieka. Daj mi tak przyjąć tajemnicę Twojej śmierci, aby nie zatrzymała się w mojej pamięci jako wzruszający obraz, lecz odnowiła moje sumienie i sposób życia.

Niech słowo przebaczenia wypowiedziane przez Ciebie na krzyżu dotknie miejsc, w których przechowuję gniew. Nie pozwól mi nazywać nienawiści sprawiedliwością ani używać własnych ran jako usprawiedliwienia dla zła. Twoje „Pragnę” niech przypomina mi, że łaska domaga się odpowiedzi, a „Wykonało się” niech uczy mnie wierności w tym dobru, które już zostało mi powierzone.

Maryjo, Matko stojąca pod Krzyżem, Jezus w godzinie swojej śmierci powierzył Ci ucznia, a uczniowi powierzył Ciebie. Chcę przyjąć ten dar z wdzięcznością i pozwolić, aby Twoje macierzyństwo prowadziło mnie coraz głębiej do Chrystusa. Nie chcę zatrzymywać się na uczuciach wobec Ciebie, jeśli moje życie pozostaje zamknięte na słowa Twojego Syna. Wyproś mi serce zdolne do szczerego nawrócenia, czci wobec sakramentów i miłości, która nie szuka własnej chwały.

Niech moja spowiedź, Komunia Święta, Różaniec oraz to rozważanie zostaną przez Boga przyjęte w intencji wynagrodzenia Twojemu Niepokalanemu Sercu. Niech odpowiedzią na niewdzięczność nie będą jedynie moje słowa, lecz życie, które coraz mniej sprzeciwia się łasce.

Kiedy przyjdzie w moim życiu chwila, której nie będę potrafił wyjaśnić ani zmienić, przypomnij mi Golgotę. Niech cisza nie stanie się dla mnie dowodem nieobecności Boga, a cierpienie nie odbierze mi wiary. Prowadź mnie wtedy do Chrystusa, który oddał się Ojcu aż do końca.

A gdy patrzę dzisiaj na Ciebie pod Krzyżem, chcę usłyszeć jeszcze raz słowa Jezusa: „Oto Matka twoja”. Pomóż mi przyjąć je nie jako piękną myśl, lecz jako testament, który ma swoje miejsce w mojej modlitwie, sakramentach, decyzjach i całym życiu.

Amen.

Źródła

  1. Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu: Ps 22; Iz 53; Łk 1, 26-38; Łk 2, 22-35; Mt 27, 33-54; Mk 15, 22-39; Łk 23, 33-49; J 2, 1-5; J 10, 17-18; J 19, 17-37; Hbr 9, 11-28; 1 P 2, 24.
  2. Sanktuarium Matki Bożej Różańcowej w Fatimie - materiały dotyczące nabożeństwa pięciu pierwszych sobót, spowiedzi, Komunii Świętej, Różańca, piętnastominutowego towarzyszenia Matce Najświętszej oraz intencji wynagrodzenia Niepokalanemu Sercu Maryi.
  3. Święty Tomasz z Akwinu, „Suma teologiczna”, część III, zagadnienia 46-49 - o dobrowolności Męki Chrystusa, zadośćuczynieniu i skutkach Odkupienia.
  4. Tradycja katolicka dotycząca obecności Najświętszej Maryi Panny pod Krzyżem oraz Jej duchowego macierzyństwa, zakorzeniona szczególnie w J 19, 25-27.