PRZEBACZYŁEM. DLACZEGO WIĘC NADAL BOLI?

Samotność w blasku krzyża

Co Bóg naprawdę nakazuje człowiekowi po ciężkiej krzywdzie

RANA TO NIE NIENAWIŚĆ

„Odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom”.

Są ludzie, którzy wypowiadają te słowa spokojnie. Są też tacy, którym zatrzymują się one w gardle. Ich „winowajcą” nie jest bowiem ktoś, kto powiedział o jedno słowo za dużo. Jest nim człowiek, który bił, gwałcił, upokarzał, zdradził, skrzywdził dziecko, odebrał komuś bliskiego albo zniszczył poczucie bezpieczeństwa tak głęboko, że po wielu latach wystarczy głos, zapach, miejsce czy jeden sen, aby wszystko wróciło.

I właśnie do takiego człowieka dociera zdanie: „Musisz przebaczyć”.

To zdanie jest prawdziwe. Chrystus naprawdę nakazuje przebaczać. Ale wypowiedziane bez wyjaśnienia może stać się kolejnym ciężarem nałożonym na człowieka, który ledwie niesie poprzedni. Zaczyna on podejrzewać, że skoro nadal boli, widocznie nie przebaczył. Skoro na widok sprawcy drżą mu ręce, jego wiara jest za mała. Skoro wracają gniew, koszmary albo lęk, może Bóg również jemu nie może przebaczyć.

A przecież pozostają jeszcze inne pytania. Co z człowiekiem, który po ciężkiej krzywdzie nie chce już nigdy zobaczyć sprawcy? Co z tym, który zawiadomił policję, domaga się kary albo nie potrafi ponownie zaufać? Czy to wszystko jest znakiem nieprzebaczenia?

Nie.

Ale nieprawdą byłoby również sprowadzenie chrześcijańskiego przebaczenia do zdania: „Nie będę się mścił”. Ewangelia wymaga więcej. Dlatego trzeba bardzo dokładnie ustalić, czym przebaczenie jest - i czym nie jest.

Chrystus nie zostawił nam furtki

Nie możemy rozpocząć od złagodzenia Ewangelii.

„Jeśli bowiem przebaczycie ludziom ich przewinienia, i wam przebaczy Ojciec wasz niebieski” (Mt 6,14). Kiedy Piotr pyta Jezusa, ile razy ma przebaczyć bratu, słyszy: „Nie mówię ci, że aż siedem razy, lecz aż siedemdziesiąt siedem razy” (Mt 18,22). A w Kazaniu na Górze Chrystus idzie jeszcze dalej: „Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują” (Mt 5,44).

Nie da się uczciwie przeczytać tych słów i dojść do wniosku, że chrześcijanin może spokojnie pielęgnować nienawiść, życzyć sprawcy zguby i całe życie karmić pragnienie odwetu.

Ale z tych samych słów nie wynika, że człowiek ma przestać cierpieć na rozkaz.

Katechizm Kościoła Katolickiego, komentując Modlitwę Pańską, stwierdza rzecz niezwykle ważną: nie leży w naszej mocy nie odczuwać obrazy i o niej zapomnieć. Serce może zostać przez łaskę oczyszczone, ale pamięć i uczucia nie działają jak przełącznik. To rozróżnienie jest konieczne, jeśli nie chcemy obciążać winą człowieka za coś, czego nie wybrał.

Rana nie jest tym samym co nienawiść

Wyobraźmy sobie kobietę, która wiele lat wcześniej została brutalnie skrzywdzona. Nie szuka zemsty, nie planuje odwetu i nie życzy sprawcy śmierci. Być może od dawna modli się, żeby stanął w prawdzie przed Bogiem. A jednak kiedy spotyka człowieka podobnego do niego, ciało reaguje wcześniej niż myśl: przyspiesza serce, pojawia się lęk, wraca obraz tamtego wydarzenia.

Czy właśnie „cofnęła” przebaczenie?

Nie można tak powiedzieć.

W szczególnie ciężkich przypadkach następstwem traumatycznego wydarzenia może być PTSD, czyli zespół stresu pourazowego. Może on obejmować natrętne wspomnienia, koszmary, poczucie ponownego przeżywania wydarzenia, unikanie tego, co o nim przypomina, oraz silne poczucie zagrożenia. Człowiek może więc znajdować się w bezpiecznym miejscu, a jego organizm reagować tak, jakby niebezpieczeństwo znowu było blisko.

Nie każda osoba po traumie rozwija PTSD i nie należy samemu stawiać sobie diagnozy. Ale sam mechanizm pokazuje rzecz zasadniczą: reakcja pourazowa nie jest decyzją moralną. Człowiek nie wybiera koszmaru tak, jak wybiera zemstę, i nie wybiera nagłego skurczu lęku tak, jak może wybrać świadome podsycanie nienawiści.

To, co dzieje się w pamięci, emocjach i ciele, trzeba więc odróżnić od tego, czego człowiek naprawdę chce.

I nie jest to wynalazek współczesnej psychologii. Dawna katolicka szkoła duchowa również bardzo wyraźnie odróżniała pierwsze poruszenia uczuć od rozumnej woli. W Duchu świętego Franciszka Salezego pojawia się pytanie, czy człowiek jest obłudnikiem, kiedy okazuje dobro komuś, wobec kogo nadal odczuwa niechęć. Odpowiedź jest jasna: niechęć może pojawić się bez zgody człowieka, a jeśli wola nie idzie za nią i nadal wybiera dobro, nie ma tu obłudy.

Można więc nadal być rannym i nie być mścicielem.

Gdzie zaczyna się przebaczenie?

PRZEBACZENIE ZACZYNA SIĘ W WOLI

Najpierw w miejscu mało spektakularnym: w woli.

Człowiek wyrzeka się osobistej zemsty. Nie chce odpłacić złem za zło ani uczynić cudzego cierpienia źródłem własnej satysfakcji. Nie chce zguby sprawcy jako takiej.

Ale chrześcijaństwo idzie dalej niż samo powstrzymanie odwetu.

Stary Katechizm rzymskokatolicki ks. Józefa Deharbego SJ pyta wprost, czy wystarczy nie mścić się na nieprzyjacielu. Odpowiedź brzmi: nie. Chrystus domaga się również miłości nieprzyjaciela, a więc pragnienia jego prawdziwego dobra.

To wymaganie jest znacznie głębsze niż współczesne rozumienie przebaczenia jako sposobu na uwolnienie się od negatywnych emocji. Chrześcijaństwo pyta nie tylko: „czy zemsta nadal mną rządzi?”, ale także: „czego ostatecznie pragnę dla człowieka, który mnie skrzywdził?”

Święty Tomasz z Akwinu dokonuje tu niezwykle precyzyjnego rozróżnienia. Nie mamy kochać zła ani grzechu istniejącego w człowieku. Mamy kochać człowieka jako stworzenie Boga, zdolne do nawrócenia i zbawienia.

Święty Augustyn ujmuje to jeszcze bardziej obrazowo: niech zginie nieprzyjaźń, ale niech zostanie uratowany człowiek.

To jedno zdanie pozwala zobaczyć całą istotę chrześcijańskiej miłości nieprzyjaciela. Można chcieć, aby sprawca został zatrzymany, osądzony i zmuszony do odpowiedzialności, a jednocześnie pragnąć, by zło w nim zostało pokonane i by sam się nawrócił.

Można przed Bogiem powiedzieć:

„Chcę, żeby to zło się skończyło. Chcę, żebyś stanął przed prawdą i już nikogo nie skrzywdził. Chcę sprawiedliwości. Ale nie chcę twojego potępienia. Chcę twojego nawrócenia”.

To nie jest sentymentalizm.

To miłość nieprzyjaciela.

A jeśli sprawca wcale nie prosi o przebaczenie?

Święty Augustyn daje tu odpowiedź zaskakująco trzeźwą.

W Sermo 211, kazaniu o braterskiej zgodzie i odpuszczaniu uraz, rozważa sytuację człowieka, który został rzeczywiście skrzywdzony, podczas gdy winowajca nie chce przyznać się do winy ani prosić o przebaczenie.

Augustyn nie radzi skrzywdzonemu, żeby dla świętego spokoju sam przeprosił za coś, czego nie zrobił. Jeżeli to nie ty wyrządziłeś krzywdę, nie masz kłamać. Masz natomiast być gotowy przebaczyć.

I właśnie wtedy pada mocna myśl: jeżeli jesteś gotowy przebaczyć, już przebaczyłeś.

Pozostaje jednak modlitwa za sprawcę, aby zobaczył swój grzech, nawrócił się i sam zaczął szukać pojednania.

To rozstrzyga bardzo ważny problem. Chrześcijańskie przebaczenie nie wymaga tworzenia fikcyjnej skruchy sprawcy. Można przebaczać człowiekowi, który nadal nie żałuje, i jednocześnie widzieć całą prawdę o jego postawie.

Przebaczenie nie oznacza: „nic się nie stało”

PRZEBACZENIE NIE UNIEWAŻNIA SPRAWIEDLIWOŚCI

Jednym z najbardziej niebezpiecznych fałszerstw przebaczenia jest pomniejszanie krzywdy. Człowiek słyszy: „zostaw to”, „nie wracaj do tego”, „przecież przeprosił”, „skoro przebaczyłaś, po co zgłaszać sprawę?”.

Tymczasem przebaczyć nie znaczy nazwać zło dobrem. Nie znaczy nazywać gwałtu „błędem”, wieloletniej przemocy „trudnym charakterem” ani wykorzystania dziecka „upadkiem dobrego człowieka”.

Jan Paweł II po zamachach z 11 września sformułował zasadę, którą należałoby przypominać zawsze, gdy ktoś próbuje przeciwstawić miłosierdzie sprawiedliwości: przebaczenie jest przeciwieństwem urazy i zemsty, a nie sprawiedliwości. Papież podkreślał również, że przebaczenie nie usuwa obowiązku naprawienia naruszonego porządku.

Święty Tomasz mówi podobnie o karze. Czym innym jest pragnąć cierpienia sprawcy dlatego, że jego ból daje nam satysfakcję, a czym innym domagać się kary po to, by chronić niewinnych, przywrócić porządek, powstrzymać kolejne zło albo doprowadzić winnego do poprawy.

Dlatego człowiek może przebaczyć i zawiadomić policję. Może przebaczyć i zeznawać przed sądem. Może chcieć, aby człowiek niebezpieczny został odizolowany. W pewnych sytuacjach właśnie troska o następne potencjalne ofiary wymaga, by zło zostało ujawnione i zatrzymane.

Papież i człowiek, który do niego strzelał

13 maja 1981 roku Mehmet Ali Ağca strzelał do Jana Pawła II na placu św. Piotra. Papież został ciężko ranny.

Przebaczył zamachowcowi.

Ale Ağca nie wyszedł wskutek tego z więzienia.

27 grudnia 1983 roku Jan Paweł II odwiedził go w rzymskim więzieniu Rebibbia. Przebaczenie papieża istniało obok odpowiedzialności karnej sprawcy.

Ta scena obala fałszywy wybór: albo miłosierdzie, albo sprawiedliwość. Chrześcijaństwo nie każe wybierać jednego przeciw drugiemu.

Miłosierdzie nie unieważnia prawdy o czynie.

Przebaczyć nie znaczy ponownie zaufać

To rozróżnienie staje się szczególnie ważne tam, gdzie była przemoc.

Przebaczenie i pojednanie nie są tym samym.

PRZEBACZYĆ NIE ZNACZY ZNOWU ZAUFAĆ

Przebaczenie może dokonać się po stronie osoby skrzywdzonej, natomiast pojednanie dotyczy relacji dwóch ludzi i wymaga również czegoś od sprawcy: prawdy, skruchy, zaprzestania zła, przyjęcia odpowiedzialności i odzyskiwania wiarygodności.

Nie można więc wymagać od ofiary, aby dowodziła swego przebaczenia ponownym zaufaniem. Rozsądne granice nie są zemstą. Ochrona siebie, dziecka czy innych ludzi nie jest nienawiścią.

I właśnie tutaj trzeba czytać dawnych autorów z roztropnością.

Duch świętego Franciszka Salezego i ks. Michał Ignacy Wichert bardzo mocno zachęcają do przezwyciężania niechęci wobec ludzi, z którymi pozostajemy w konflikcie, także przez konkretne akty życzliwości. Wichert potrafi widzieć odmowę rozmowy jako znak trwającego gniewu.

To są ważne nauki.

Ale nie są to podręczniki psychotraumatologii ani traktaty o sytuacji człowieka pozostającego pod realnym zagrożeniem. Nie opisują gwałtu, stalkingu, ciężkiej przemocy domowej czy wykorzystania dziecka. Byłoby nadużyciem wyrwać te rady z kontekstu i powiedzieć osobie skrzywdzonej: „Skoro przebaczyłaś, musisz się spotykać ze sprawcą”.

Nie musi.

Miłość nieprzyjaciela nie oznacza obowiązku wystawiania się na kolejną krzywdę.

A jeśli uczucia nadal mówią „nie”?

Właśnie tutaj dawna szkoła salezjańska daje nam jedno z najlepszych rozróżnień w całym temacie.

Można odczuwać silną niechęć wobec człowieka, a mimo to nie chcieć dla niego zła. Można doświadczać gniewu, odrazy albo lęku, a jednocześnie modlić się o jego nawrócenie. Nie jest to obłuda, jeśli działanie pochodzi z rozumnej woli, a nie z chęci oszukania kogokolwiek.

To bardzo ważne dla człowieka po ciężkiej krzywdzie.

Uczucie nie jest jeszcze wyrokiem woli.

Corrie ten Boom zobaczyła strażnika z Ravensbrück

W 1947 roku Corrie ten Boom przemawiała w Monachium o Bożym przebaczeniu. Sama przeżyła obóz koncentracyjny Ravensbrück, w którym zmarła jej siostra Betsie.

Po spotkaniu podszedł do niej mężczyzna.

Rozpoznała byłego strażnika.

Wraz z jego widokiem wróciły obrazy obozu, upokorzenia i cierpienia siostry. Mężczyzna wyciągnął do niej rękę, a Corrie nie potrafiła zrobić tego samego.

CORRIE TEN BOOM - WOLA IDZIE DALEJ NIŻ UCZUCIE

To właśnie trzeba zapamiętać.

Kobieta głosząca przebaczenie nie poczuła nagle ciepła. Nie zniknęła pamięć. Nie przyszła emocjonalna łatwość. Corrie opisywała później, że zwróciła się wewnętrznie do Chrystusa, wyznając własną bezsilność i prosząc Go o pomoc. Dopiero potem wykonała gest, którego jej uczucia jeszcze nie potrafiły wykonać.

Nie każdy człowiek ma obowiązek powtarzać taki gest ani spotykać się ze swoim sprawcą. Siła tej historii leży gdzie indziej: wola może zacząć iść w stronę przebaczenia, kiedy uczucia jeszcze tam nie doszły.

„Przebaczyłem, ale gniew wrócił”

Jeżeli przebaczyłem wczoraj, a dzisiaj znowu czuję gniew, czy wczorajsze przebaczenie było fałszywe?

Niekoniecznie.

Święty Augustyn odróżniał gniew od nienawiści. Gniew może się pojawić, ale człowiek może zdecydować, że nie będzie go karmił aż do chwili, gdy stanie się stałą wrogością.

To trafia w samo centrum problemu.

Powrót bólu nie jest jeszcze odwołaniem przebaczenia. Powracający gniew nie musi oznaczać, że człowiek ponownie wybrał nienawiść. Ważne jest to, co robi z tym uczuciem.

Można więc kolejny raz powiedzieć:

„Panie, to znowu wróciło. Znowu jestem wściekły. Ale nadal nie chcę zemsty. Nadal oddaję Ci tego człowieka. Nie pozwól, żeby jego grzech nauczył mnie nienawiści”.

To nie musi być porażka przebaczenia.

To może być jego dalszy ciąg.

A jeśli naprawdę nie potrafię?

Ks. Michał Ignacy Wichert, pisząc o gniewie i odpuszczaniu uraz, mówi wprost o ludziach, którym przebaczenie przychodzi z ogromnym trudem. Nie kończy na nakazie: „masz przebaczyć”. Kieruje człowieka ku modlitwie o łaskę.

I to jest niezwykle ważne.

Chrześcijańskie przebaczenie nie jest wyłącznie ćwiczeniem silnej woli. Człowiek może dojść do granicy własnej siły. Może wiedzieć, czego wymaga Ewangelia, a zarazem uczciwie przyznać przed Bogiem, że jeszcze nie umie tego w pełni uczynić.

Wtedy może powiedzieć:

„Panie, wiem, czego ode mnie żądasz. Ale nie umiem. Nie chcę nienawidzić. Daj mi to, czego sam nie potrafię sobie dać”.

Czasem nawet to będzie za dużo i pozostanie jedynie: „Daj mi przynajmniej chcieć kiedyś przebaczyć”.

To nie jest zmiana przykazania.

To prawda o człowieku, który potrzebuje łaski.

Dwanaście kobiet. Średnio 14,3 miesiąca

W tym miejscu współczesne badania pozwalają zobaczyć, jak powierzchowne potrafi być zdanie „po prostu wybacz”.

Suzanne Freedman i Robert Enright opublikowali w 1996 roku badanie obejmujące dwanaście dorosłych kobiet, które doświadczyły kazirodczego wykorzystania seksualnego. Zastosowano wobec nich procesowy model pracy nad przebaczeniem sprawcy.

Średnia długość interwencji wyniosła 14,3 miesiąca.

Po jej zakończeniu grupa objęta interwencją wykazała m.in. wzrost nadziei oraz spadek lęku i depresji większy niż grupa oczekująca.

Trzeba jednak zachować uczciwość: było to małe badanie, obejmujące tylko dwanaście kobiet. Nie dowodzi ono, że przebaczenie leczy PTSD ani że każdy człowiek uzyska podobny rezultat.

Ale liczba 14,3 miesiąca mówi coś bardzo trzeźwego.

Głęboka krzywda nie zawsze poddaje się jednemu aktowi emocjonalnemu. Nie oznacza to, że sama decyzja woli jest nieważna. Oznacza tylko, że pamięć, uczucia i konsekwencje psychiczne mogą potrzebować znacznie więcej czasu.

Jednocześnie chrześcijańskiego przebaczenia nie wolno zamienić w technikę terapeutyczną. Nie przebaczamy wyłącznie po to, żeby poczuć się lepiej. Chrześcijanin przebacza dlatego, że sam żyje z miłosierdzia Boga i nie chce, aby cudzy grzech nauczył go nienawiści.

Psychoterapia może pomagać leczyć skutki traumy.

Łaska prowadzi człowieka ku miłości.

Nie należy ich przeciwstawiać, ale nie należy również ich utożsamiać.

91 dni w ukryciu

Podczas ludobójstwa w Rwandzie Immaculée Ilibagiza przez 91 dni ukrywała się wraz z innymi kobietami w maleńkiej łazience. Jej rodzina została w znacznej części zamordowana.

Sama opisywała później walkę z nienawiścią i drogę modlitwy prowadzącą ku przebaczeniu. Po wojnie stanęła przed człowiekiem odpowiedzialnym za śmierć członków jej rodziny i powiedziała mu, że mu przebacza.

Tej historii nie wolno jednak używać jako narzędzia nacisku: „Ona potrafiła, więc ty też powinieneś natychmiast”.

Heroiczne świadectwo nie wyznacza każdemu identycznego tempa.

Pokazuje, dokąd może doprowadzić łaska.

„Proces” też może stać się wymówką

Trzeba jednak postawić granicę również po drugiej stronie.

Można powtarzać latami, że „przebaczenie jest procesem”, a jednocześnie świadomie podtrzymywać nienawiść, rozkoszować się klęską sprawcy, snuć fantazje o odwecie i cieszyć się każdym jego cierpieniem.

Tego nie wolno nazywać jedynie skutkiem traumy.

Trauma może tłumaczyć wiele reakcji, których człowiek nie wybrał. Nie zamienia jednak dobrowolnie pielęgnowanej nienawiści w dobro.

Chrześcijaństwo nie mówi zranionemu człowiekowi: „przestań cierpieć”.

Mówi mu coś innego:

„Nie pozwól, aby cierpienie nauczyło cię kochać zło”.

Co z modlitwą za sprawcę?

Chrystus powiedział: „módlcie się za tych, którzy was prześladują”.

Ale modlitwa za człowieka, który wyrządził ciężkie zło, nie musi brzmieć: „Boże, spraw, żeby było mu dobrze”.

Może brzmieć inaczej:

„Boże, zatrzymaj go. Doprowadź go do prawdy. Daj mu zobaczyć zło, które uczynił. Nie pozwól mu skrzywdzić następnej osoby. Daj mu prawdziwą skruchę i uratuj jego duszę”.

To może być jedna z najczystszych form miłości nieprzyjaciela.

Nie sympatia.

Nie naiwność.

Pragnienie jego prawdziwego dobra.

Chrystus nie mówi o przebaczeniu z bezpiecznej odległości

Na końcu nie zostaje Enright, Corrie ten Boom ani nawet św. Tomasz.

Zostaje Golgota.

Chrystus nie mówi o przebaczeniu jako ktoś, komu nigdy nie wyrządzono ciężkiej krzywdy. Został zdradzony, opuszczony, fałszywie oskarżony, wyszydzony, opluty, bity, biczowany i przybity do krzyża.

I właśnie tam padają słowa:

„Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią” (Łk 23,34).

Ale Chrystus nie mówi, że nic się nie wydarzyło. Nie nazywa niesprawiedliwości sprawiedliwością ani przemocy miłością.

Po Zmartwychwstaniu pokazuje uczniom ręce i bok.

Zmartwychwstały Chrystus nadal nosi rany.

ZMARTWYCHWSTAŁY CHRYSTUS NADAL NOSI RANY

To jeden z najpotężniejszych obrazów dla człowieka dręczonego myślą: „Skoro nadal pamiętam, skoro nadal boli, widocznie źle przebaczyłem”.

Nie.

Blizna nie oznacza zwycięstwa oprawcy.

Jest świadectwem, że zło naprawdę się wydarzyło, ale nie otrzymało ostatniego słowa.

I być może właśnie tak trzeba rozumieć przebaczenie po najcięższej krzywdzie. Nie polega ono na wymazaniu przeszłości, automatycznym odzyskaniu zaufania ani porzuceniu sprawiedliwości. Nie wymaga też, aby pamięć i ciało natychmiast przestały reagować.

Dotyka czegoś głębszego.

Człowiek przestaje oddawać nienawiści prawo do ostatniego słowa.

Może wtedy powiedzieć:

„Nie nazwę dobrem tego, co mi zrobiłeś. Nie oddam ci ponownie prawa do krzywdzenia mnie. Jeśli sprawiedliwość tego wymaga, poniesiesz konsekwencje. Ale nie chcę twojego potępienia i nie chcę, żeby nienawiść do ciebie zamieszkała we mnie na zawsze. Oddaję ostateczny sąd Bogu. Chcę, żeby zło w tobie umarło - a ty żebyś się nawrócił i został zbawiony”.

Być może ktoś potrafi powiedzieć to dzisiaj.

Ktoś inny jest dopiero przy pierwszym zdaniu.

A jeszcze ktoś może jedynie wyszeptać:

„Panie, chcę kiedyś móc tak powiedzieć”.

Nie wolno wmówić takiemu człowiekowi, że sam ból jest grzechem, że jego lęk świadczy o braku wiary albo że dowodem przebaczenia ma być ponowne zaufanie sprawcy. Ewangelii nie można używać do uciszania ofiary.

Ale równie nieuczciwe byłoby odebranie jej wymagania Chrystusa.

Rana może zostać.

Blizna może zostać.

Pamięć może zostać.

Nienawiść nie musi zostać.

Grzech, który ktoś popełnił przeciwko tobie, może zranić twoją historię.

Nie musi jednak zdecydować, kim się staniesz.

I właśnie tam zaczyna się wolność.

ŹRÓDŁA I LITERATURA

  1. Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu, Biblia Tysiąclecia, Pallottinum - szczególnie Mt 5,43-48; Mt 6,12-15; Mt 18,21-35; Łk 6,27-36; Łk 23,34; Rz 12,17-21.
  2. Katechizm Kościoła Katolickiego, nr 2840-2845 - komentarz do wezwania „jako i my odpuszczamy naszym winowajcom”; zob. także nr 1767 o relacji uczuć, rozumu i woli.
  3. Św. Augustyn, Sermo 211, De fraterna concordia et condonatione offensarum; polski przekład: Homilia o braterskiej zgodzie i odpuszczaniu uraz, w: Pięćdziesiąt homilij św. Augustyna, Poznań 1858.
  4. Św. Tomasz z Akwinu, Summa Theologiae, II-II, q. 25, a. 8-9 - o miłości grzeszników i nieprzyjaciół; II-II, q. 108 - o zemście i karze; II-II, q. 83 - o modlitwie za innych.
  5. Bp Jan Piotr Camus, Duch świętego Franciszka Salezego, czyli wierny obraz myśli i uczuć tego Świętego, tłum. ks. Adolf Pleszczyński, Warszawa 1882 - część III, zwłaszcza rozdziały dotyczące miłości nieprzyjaciół, usuwania niechęci oraz relacji między uczuciem a świadomym aktem miłości.
  6. Ks. Michał Ignacy Wichert, Nauki katechizmowe o Składzie Apostolskim, Przykazaniach Boskich i Kościelnych, o Modlitwie Pańskiej i Sakramentach, cz. II, nauka XVII: O gniewie. O Przykazaniu piątym.
  7. Ks. Józef Deharbe SJ, Katechizm rzymskokatolicki - nauka o miłości bliźniego, miłości nieprzyjaciół i odpuszczaniu uraz.
  8. Św. Jan Paweł II, Dives in misericordia, zwłaszcza nr 14 - o relacji miłosierdzia, przebaczenia, sprawiedliwości i naprawienia zła.
  9. Św. Jan Paweł II, Orędzie na XXXV Światowy Dzień Pokoju 2002, „Nie ma pokoju bez sprawiedliwości, nie ma sprawiedliwości bez przebaczenia” - zwłaszcza nr 3.
  10. Suzanne R. Freedman, Robert D. Enright, „Forgiveness as an Intervention Goal with Incest Survivors”, Journal of Consulting and Clinical Psychology, 1996, 64(5), s. 983-992.
  11. Robert D. Enright, The Forgiving Life: A Pathway to Overcoming Resentment and Creating a Legacy of Love, American Psychological Association.
  12. World Health Organization, Post-traumatic stress disorder - podstawowe informacje dotyczące PTSD i jego objawów.
  13. Corrie ten Boom - świadectwo dotyczące spotkania z byłym strażnikiem Ravensbrück, znane m.in. z jej wspomnień o przebaczeniu.
  14. Immaculée Ilibagiza, Left to Tell: Discovering God Amidst the Rwandan Holocaust - świadectwo przeżycia ludobójstwa w Rwandzie i drogi ku przebaczeniu.