Dźwiganie krzyża przez Pana Jezusa - Towarzyszyć Matce na drodze Syna.

Droga na Golgote

„A On sam dźwigając krzyż wyszedł na miejsce zwane Miejscem Czaszki, które po hebrajsku nazywa się Golgota” - J 19, 17.

W pierwszą sobotę nie stajemy jedynie przy Jezusie dźwigającym krzyż. Stajemy przy Maryi, która patrzy, jak Jej Syn wychodzi z miasta obciążony narzędziem własnej śmierci. Przychodzimy nie po to, aby z oddalenia rozważać cudze cierpienie. Przychodzimy, aby przez piętnaście minut dotrzymać Matce Najświętszej towarzystwa w tajemnicy, której żadna ludzka miłość nie potrafi do końca przeniknąć.

Maryja widzi Syna, którego przyjęła w Nazarecie z doskonałym posłuszeństwem Bogu. Widzi ręce, które jako Dziecię wyciągał ku Niej, a które teraz obejmują ciężkie drewno. Widzi ramiona, na których spoczywał prosty trud codziennej pracy, a które zostały poranione i przygniecione krzyżem. Widzi stopy, które przemierzały drogi Izraela, szukając zagubionych, a które teraz prowadzone są ku Golgocie. Nie może zatrzymać pochodu ani odebrać Synowi krzyża. Nie może osłonić Go przed żołnierzami ani przed spojrzeniami tłumu. Może jedynie pozostać blisko.

Jej obecność nie zmniejsza ciężaru drewna, lecz świadczy, że Jezus nie został całkowicie opuszczony przez ludzką miłość. Gdy jedni prowadzą Go na śmierć, a inni patrzą obojętnie, Serce Matki pozostaje przy Nim bez reszty. W tę pierwszą sobotę pragniemy wejść w tę obecność. Nie chcemy stać się kolejnymi widzami przy drodze. Chcemy trwać z Maryją, pamiętać razem z Nią o cenie Odkupienia i wynagradzać Jej Niepokalanemu Sercu przez skruchę, modlitwę oraz prawdziwą zmianę życia.

Dźwiganie Krzyża

Droga rozpoczęta w posłuszeństwie

Jezus wychodzi z miasta. Nie prowadzi już sporu ze swoimi oskarżycielami. Nie broni niewinności. Nie czeka, aż Piłat cofnie wyrok, tłum otrzeźwieje, a uczniowie powrócą. Wyrok został wydany. Krzyż położono na Jego ramionach, lecz najgłębsza prawda tej chwili nie mieści się w ludzkim przymusie. Chrystus został niesprawiedliwie skazany, ale swoją Mękę przyjął dobrowolnie. To, co ludzie uczynili z nienawiści, On włączył w posłuszeństwo Ojcu i przemienił w Ofiarę miłości.

W Ogrójcu powiedział:

„Ojcze, jeśli chcesz, zabierz ode Mnie ten kielich. Jednak nie moja wola, lecz Twoja niech się stanie” - Łk 22, 42.

Teraz nie wypowiada już tej zgody słowami. Każdy krok jest jej dalszym ciągiem. Zgoda wypowiedziana w nocnej modlitwie otrzymała ciężar drewna, ból poranionego ciała i kierunek prowadzący ku śmierci. Jezus nie składa Ojcu nowej obietnicy. On donosi aż na Golgotę tę jedną zgodę, którą wypowiedział w godzinie trwogi.

Maryja rozumie tajemnicę posłuszeństwa inaczej niż wszyscy stojący przy drodze. Ona również kiedyś wypowiedziała swoje „niech mi się stanie”. W chwili Zwiastowania przyjęła wolę Boga, nie znając jeszcze wszystkich dróg, którymi ta zgoda Ją poprowadzi. Teraz patrzy, jak Jej własne „fiat” spotyka się z posłuszeństwem Syna. Nie cofa słowa danego Bogu ani nie próbuje zatrzymać Jezusa dla siebie. Jej Serce zostaje przeszyte boleścią, lecz Jej wierność pozostaje cała.

Pierwsza sobota prowadzi duszę właśnie w to miejsce. Każe zapytać, czy nasze słowa wypowiadane Bogu trwają również wtedy, gdy ustaje pociecha. Czy nadal chcemy należeć do Niego, gdy Jego wola wymaga wyrzeczenia, cierpliwości, naprawienia winy albo porzucenia grzechu, którego nie chcemy utracić. Łatwo powiedzieć Bogu „tak”, gdy nie znamy jeszcze ceny. Maryja uczy nas zgody, która nie wygasa, gdy cena zostaje odsłonięta.

Nie oznacza to, że mamy nie odczuwać bólu. Ona odczuwała go głębiej niż ktokolwiek z ludzi. Jej świętość nie uczyniła Męki Syna mniej straszną. Sprawiła jednak, że ból nie zamienił się w bunt przeciwko Bogu. Towarzysząc Jej, prosimy nie o serce niewrażliwe, lecz o serce wierne. O takie posłuszeństwo, które potrafi drżeć, płakać i błagać, a jednak nie opuszcza Boga.

Krzyż i Krew

Ciężar, którego nie było widać

Ludzie stojący przy drodze widzieli drewno, poranione ciało i coraz bardziej nierówny krok Skazańca. Nie widzieli jednak pełnego ciężaru. Krzyż był narzędziem ludzkiego okrucieństwa, lecz Chrystus przyjął go w zbawczym zamyśle Ojca jako miejsce swojej Ofiary. Niewinny podjął za winnych zadośćuczynienie, którego sami nie byli zdolni złożyć. Ten, który nie znał grzechu, przyjął jego skutki, aby człowiek mógł odzyskać utraconą przyjaźń z Bogiem.

Maryja patrzy na Syna i wie, że nie cierpi On za własną winę. Widzi czystość skazaną jak zbrodniarza. Widziała Jego ukryte życie, znała Jego modlitwę, posłuszeństwo i miłość. Wiedziała, że w Jego Sercu nie było niczego, co zasługiwałoby na karę. Dlatego każde zachwianie pod ciężarem krzyża odsłaniało przed Nią straszliwą prawdę: Niewinny ponosi ciężar, od którego winny człowiek nie potrafił sam siebie uwolnić.

Nie same ręce żołnierzy położyły ten ciężar na ramionach Jezusa. Dołożyła go ludzka pycha, która nie chce służyć Bogu. Dołożyła go niewdzięczność za otrzymane łaski. Dołożyły go zdrady, świętokradztwa, zatajenia win, zatwardziałość serc i wszystkie powroty do zła podejmowane mimo poznanej prawdy. Także nasze grzechy należą do tajemnicy tej drogi. Nie wolno nam myśleć o nich tak, jakby były jedynie słabościami bez konsekwencji. Jeśli spoglądamy na Jezusa przy Maryi, przestajemy nazywać niewinnym to, za co Jej Syn składa Ofiarę.

Patrząc dziś razem z Matką na Syna dźwigającego krzyż, rozpoznajemy w Jego ciężarze także grzechy ludzi, którzy mieli dopiero przyjść na świat. Są wśród nich niewdzięczność ochrzczonych, lekceważenie Eucharystii, spowiedzi bez szczerej skruchy i powroty do zła podejmowane mimo otrzymanego światła. Właśnie za taką niewdzięczność pragniemy wynagradzać Jej Niepokalanemu Sercu.

Nie tylko jawni nieprzyjaciele Chrystusa odrzucają Jego miłość. Rani ją również chłód tych, którzy noszą Jego imię, a nie pamiętają o cenie Odkupienia. Obojętne Komunie, modlitwy wypowiadane bez skupienia, spowiedzi pozbawione decyzji poprawy i znaki krzyża czynione bez pamięci o Tym, który naprawdę go niósł. Wynagradzać Maryi znaczy pozwolić, aby ten widok obudził sumienie.

Nie wystarczy powiedzieć: „Żal mi cierpienia Jezusa”. Trzeba zapytać, czy istnieje w naszym życiu coś, czego nie chcemy oddać, choć wiemy, że właśnie to podtrzymuje naszą niewdzięczność. Pierwszosobotnia skrucha nie jest bezpłodnym pogrążeniem się w winie. Jest zgodą, aby łaska wyrwała nas z tego, za co Chrystus podjął Mękę. Najprawdziwszym pocieszeniem dla Niepokalanego Serca Maryi nie jest chwilowe wzruszenie, lecz dusza, która przestaje bronić własnego grzechu.

Spotkanie z Matką

Matka rozpoznaje kroki Syna

Ewangelie nie opisują wprost spotkania Jezusa z Matką podczas drogi na Kalwarię. Tradycja Drogi Krzyżowej od wieków prowadzi jednak wiernych ku tej scenie, a święty Jan ukaże Maryję później stojącą pod samym krzyżem. Nie odeszła. Możemy więc rozważać Jej obecność na drodze Syna.

Maryja znała Jego kroki. Pamiętała pierwsze kroki Dziecka w Nazarecie. Słyszała je w domu, gdy zbliżał się do Niej pośród zwyczajności ukrytego życia. Widziała, jak wychodził do pracy, jak wracał, jak przemierzał drogi Galilei, szukając chorych, grzeszników i zagubionych. Teraz ten sam krok staje się ciężki.

Być może najpierw słyszy poruszenie tłumu, komendy żołnierzy i odgłos drewna. Później dostrzega pochyloną postać. Nie potrzebuje, aby ktokolwiek powiedział Jej, kim jest Skazaniec. Matka rozpoznaje Syna nawet wtedy, gdy cierpienie zmieniło Jego Oblicze. W tej chwili spotykają się dwa spojrzenia. Nie trzeba wkładać w nie wielu słów. Jezus widzi Matkę, która nie uciekła. Maryja widzi Syna, który nie zawrócił.

Nie mogą zatrzymać się przy sobie. Droga musi trwać. A jednak wśród szyderstwa, przemocy i obojętności pojawia się czysta przestrzeń miłości, której zło nie zdołało zniszczyć. Maryja nie uwalnia Jezusa od krzyża. Daje Mu jednak obecność Matki. Jezus nie uwalnia Maryi od miecza boleści. Daje Jej natomiast pełny udział w swojej wierności Ojcu i miłości do odkupionych.

Właśnie dlatego pierwsza sobota nie jest tylko wspomnieniem Męki. Jest próbą pozostania przy Maryi tam, gdzie inni odwrócili się od Jej Syna. Rozważamy tę tajemnicę nie po to, aby wywołać przelotne uczucie, lecz aby wynagrodzić Jej Niepokalanemu Sercu przez pamięć, skruchę i przemianę życia. Przychodzimy powiedzieć swoją obecnością, że nie chcemy pozostawić Matki samej z widokiem niewdzięczności świata. Pragniemy pamiętać o Ofierze Jej Syna i pozwolić, aby wydała ona prawdziwy owoc w naszej duszy.

Upadek

Upadek widziany przy Sercu Matki

Tradycyjna Droga Krzyżowa zatrzymuje się przy trzech upadkach Jezusa. Ewangeliści nie opisują ich liczby, ale pozwalają nam poznać wyczerpanie Chrystusa po nocnych przesłuchaniach, biczowaniu, zniewagach i drodze na miejsce egzekucji. Jezus pada. Nie widzimy Boga, który tylko pozornie przyjął ludzkie ciało. Jego człowieczeństwo jest prawdziwe. Siły opuszczają ciało. Krzyż pociąga je ku ziemi. Kamienie drogi znajdują się nagle tuż przy poranionym Obliczu.

Rozważając tę tradycyjną scenę, możemy pomyśleć o matczynym odruchu, który pragnąłby podbiec, osłonić i podnieść Syna. Maryja nie może jednak odwrócić biegu wydarzeń ani zdjąć z Jezusa ciężaru drogi prowadzącej ku Golgocie. Nie podnosi Go własnymi rękami, lecz pozostaje przy Nim miłością, która nie odwraca się od Jego poniżenia. Każdy rozważany upadek Syna staje się dla nas odsłonięciem boleści Matki. Jej Serce cierpi, lecz pozostaje zjednoczone z wolą Ojca i Ofiarą Jezusa.

Chrystus podnosi się. Nie dlatego, że ból ustąpił. Nie dlatego, że krzyż stał się lżejszy. Wstaje, ponieważ droga Odkupienia nie została jeszcze doprowadzona do końca. Dla duszy upadającej w grzech jest to widok pełen nadziei, ale również wymagania. Chrystus nie podnosi się po to, abyśmy mogli spokojnie wybierać następny upadek. Jego miłosierdzie nie jest pozwoleniem na trwanie w złu. Jest mocą daną temu, kto uznaje swoją nędzę i naprawdę chce powstać.

Wynagradzać Niepokalanemu Sercu Maryi znaczy nie odwracać wzroku od własnego upadku, lecz również nie pozostawać na ziemi w rozpaczy. Maryja nie znajduje pocieszenia w duszy, która mówi o swojej słabości, ale nie podejmuje żadnej walki. Pociesza Ją dusza, która pozwala Chrystusowi podnieść się w sobie przez łaskę sakramentu pokuty. Szczera spowiedź staje się wtedy czymś więcej niż obowiązkiem. Jest owocem rozważania upadającego Zbawiciela przy Sercu Jego Matki.

Dusza przestaje zatajać winę. Nie łagodzi nazwy grzechu ani nie odkłada powrotu do Boga. Nie rozpacza nad sobą bardziej, niż ufa Krwi Chrystusa. Pozwala się podnieść i odchodzi inną drogą niż ta, która doprowadziła ją do upadku.

Szymon z Cyreny

Człowiek zmuszony do bliskości

Święty Łukasz zapisał:

„Gdy Go wyprowadzili, zatrzymali niejakiego Szymona z Cyreny, który wracał z pola, i włożyli na niego krzyż, aby go niósł za Jezusem” - Łk 23, 26.

Szymon nie przyszedł szukać Jezusa. Wracał z pola. Miał swój dzień, swoje zmęczenie i własne plany. Został zatrzymany przez wydarzenie, którego nie wybrał. Włożono na niego cudzy ciężar i nakazano zmienić kierunek. Maryja widzi obcego człowieka dotykającego krzyża Jej Syna.

Wielu, którzy wcześniej słuchali Jezusa, pozostaje teraz w ukryciu. Ci, którzy widzieli cuda, nie zbliżają się. Uczniowie się rozproszyli. Tymczasem człowiek wracający z pola zostaje postawiony bliżej Chrystusa niż niemal wszyscy Jego znajomi. Początkowo pomaga z przymusu. Nie wiemy, co dzieje się w jego sercu. Wiemy jednak, że idzie za Jezusem, niosąc Jego krzyż.

Maryja może zobaczyć w tym geście ulgę dla ciała Syna, ale także znak, że nawet w godzinie największego opuszczenia Ojciec dopuszcza obecność człowieka, który poniesie część ciężaru. Pierwsza sobota pyta więc nie tylko o to, jak znosimy własne cierpienie. Pyta również, czy zauważamy krzyż Chrystusa obecny w Jego cierpiących członkach.

Można rozważać Mękę i nie dostrzegać chorego człowieka w rodzinie. Można współczuć Jezusowi, lecz pozostawiać samotnego kogoś, kto potrzebuje naszej obecności. Można wzruszać się Szymonem, a jednocześnie buntować się przeciwko każdemu obowiązkowi, który zakłóca nasze plany. Maryja przyjmuje każdą pomoc okazaną Jej Synowi z matczyną wdzięcznością. Tak samo przyjmuje każdy czyn miłości okazany człowiekowi, w którym cierpi Chrystus.

Nie wszystkie ciężary przychodzą do nas z wyboru. Czasem życie zostaje zatrzymane przez chorobę bliskiej osoby, starość rodziców, obowiązek opieki, utratę lub odpowiedzialność, której nie można porzucić bez winy. Pierwszym odruchem może być niechęć, tak jak Szymon nie szedł ku krzyżowi z własnego planu. Łaska potrafi jednak przemienić przymus w miłość.

Człowiek może rozpocząć niesienie ciężaru z oporem, a zakończyć drogę bliżej Jezusa. Nie dlatego, że cierpienie samo w sobie uświęca, ale dlatego, że spotkał w nim Chrystusa i przestał nieść je wyłącznie dla siebie. Nie każde cierpienie należy biernie przyjmować. Przyjęcie krzyża nie oznacza rezygnacji z leczenia, ochrony niewinnych, szukania pomocy czy naprawiania zła. Nie wolno nazywać wolą Bożą przemocy, niesprawiedliwości ani krzywdy, której mamy obowiązek się przeciwstawić.

Krzyżem staje się ten ciężar, którego nie możemy odrzucić bez odrzucenia prawdy, miłości, obowiązku albo wierności Bogu. Maryja nie uczy nas szukania bólu. Uczy nas pozostania z Jezusem w tym, czego nie możemy uniknąć bez zdrady dobra.

Niewiasty Jerozolimskie

Łzy, których pragnie Serce Maryi

Za Jezusem szły kobiety, które płakały i zawodziły nad Nim. Chrystus odwrócił się ku nim i powiedział:

„Córki jerozolimskie, nie płaczcie nade Mną; płaczcie raczej nad sobą i nad waszymi dziećmi” - Łk 23, 28.

Jezus nie odrzuca współczucia. Odrzuca wzruszenie, które nie prowadzi do nawrócenia. Można płakać nad Męką i nadal zachowywać grzech. Można boleć nad cierpieniem niewinnego Chrystusa, lecz nie pozwolić, aby Jego krzyż osądził nasze postępowanie. Można kochać religijne uczucia bardziej niż prawdę, która domaga się decyzji.

Maryja także cierpi, choć Ewangelia nie opisuje Jej łez na drodze. Jej boleść nie jest jednak powierzchownym wzruszeniem ani buntem przeciwko woli Ojca. Pozostaje całkowicie zjednoczona z miłością Syna, który pragnie chwały Boga i zbawienia grzeszników. Dlatego Jej boleść jest boleścią czystej miłości.

Nie zatrzymuje się na własnym cierpieniu, lecz zwraca się ku zbawieniu dusz. Gdy Chrystus mówi kobietom, aby płakały nad sobą i nad swoimi dziećmi, słyszymy w tych słowach pragnienie, aby Jego Męka nie pozostała bezowocna w następnych pokoleniach. Ile bólu musi sprawiać Maryi widok rodzin, w których krzyż pozostał na ścianie, ale przestał kształtować życie.

Dzieci uczą się słów modlitwy, lecz nie widzą przebaczenia. Słyszą o przykazaniach, ale obserwują, jak dorośli obchodzą je wtedy, gdy stają się niewygodne. Otrzymują religijne przedmioty, lecz nie widzą, aby wiara kosztowała starszych wyrzeczenie, czas lub zmianę postępowania. Nie wystarczy płakać nad światem. Trzeba zapytać, czy własne życie nie uczy innych obojętności wobec Chrystusa.

Wynagrodzenie Niepokalanemu Sercu Maryi wymaga skruchy podobnej do Jej boleści - nie zatrzymującej się na uczuciu, lecz wchodzącej do domu i zmieniającej codzienność. Może ona stać się przeprosinami wypowiedzianymi po latach, odbudować zaniedbaną modlitwę rodzinną albo zakończyć zgorszenie, które dotąd usprawiedliwialiśmy. Może skłonić człowieka, aby nie tylko mówił dzieciom o Bogu, lecz sam żył tak, jakby Bóg był rzeczywiście Panem. Takie nawrócenie pociesza Maryję, ponieważ pozwala Ofierze Jej Syna przynieść owoc.

Przyjąć Krzyż

Przyjąć krzyż, nie odrywając go od Jezusa

Krzyża nie trzeba wymyślać. Życie przynosi go dostatecznie wiele. Może przyjść jako choroba, której leczenie nie usuwa, śmierć, rozłąka, starość, samotność, ciężar odpowiedzialności, bolesne skutki własnych dawnych decyzji albo trud dochowania wierności przykazaniom.

Chrystus nie wymaga, abyśmy udawali, że cierpienie jest lekkie. Sam upadł pod jego ciężarem. Nie żąda również, aby dusza nigdy nie płakała ani nie szukała pomocy. Prosi, aby krzyż nie stał się drogą odejścia od Ojca.

Cierpienie może zamknąć człowieka w goryczy. Może uczynić z własnej rany usprawiedliwienie dla ranienia innych. Może tak skupić duszę na jej bólu, że przestanie ona widzieć Boga i człowieka stojącego obok. Maryja pokazuje inną drogę. Jej cierpienie nie jest małe ani łatwe. Nie niszczy jednak miłości. Pod krzyżem pozostaje Matką i w osobie świętego Jana przyjmuje dzieci powierzone Jej przez Syna.

Nie możemy naśladować głębi Jej cierpienia. Możemy jednak prosić, aby nasz krzyż nie uczynił nas mniej zdolnymi do miłości. Wynagrodzenie staje się wtedy bardzo konkretne. Dusza pragnie, aby jej cierpienie nie powiększało chłodu świata wobec Chrystusa. Nie używa swojej rany jako usprawiedliwienia niewierności, ale prosi Maryję o pomoc w przejściu drogi w taki sposób, aby ból nie odebrał jej Boga.

To nie jest modlitwa człowieka, który nie odczuwa ciężaru. To modlitwa duszy, która nie chce nieść go przeciwko Chrystusowi.

Przy Matce

Chwila obecności przy Matce

Teraz nie szukaj wielu myśli. Zobacz tylko drogę. Jezus idzie z krzyżem. Maryja pozostaje blisko, choć nie może zatrzymać pochodu. Tłum przesuwa się ku Golgocie, a pośród hałasu istnieje cicha więź Syna i Matki, której nie może przerwać żadna przemoc.

Stań przy Maryi. Nie wyprzedzaj Jej słowami. Nie próbuj tłumaczyć tego, co widzi. Pozostań obok Niej. Spójrz razem z Nią na Jezusa.

Jego ramiona uginają się także pod ciężarem twoich win. Nie po to, aby cię zawstydzić i odrzucić, lecz aby cię odkupić. Nie uciekaj więc przed prawdą o sobie, ale nie odwracaj również wzroku od Jego miłosierdzia. Pokaż Mu w ciszy grzech, którego najbardziej się wstydzisz. Ten, którego nazwę łagodzisz, do którego powracasz albo którego skutków nie chcesz naprawić.

Nie odpowiadaj nową niewdzięcznością na miłość objawioną w Jego Męce. Poproś o łaskę szczerej spowiedzi i decyzji, która będzie kosztowała, ale przyniesie wolność. Potem spójrz na ciężar, którego sam nie wybrałeś. Jezus go zna.

Maryja zna bezsilność człowieka, który nie może usunąć cierpienia z własnego życia ani z życia osoby umiłowanej. Nie obiecuje, że każda droga ominie Kalwarię. Obiecuje jednak obecność Matki. Oddaj Jej lęk, którego nie potrafisz uciszyć. Osobę, o którą drży twoje serce. Obowiązek, który wydaje się przekraczać siły. Modlitwę, na którą od dawna nie widzisz odpowiedzi.

Nie żądaj od siebie uczuć, których w tej chwili nie masz. Poproś jedynie, aby Maryja pozwoliła ci pozostać przy Jezusie i nie dopuściła, byś odszedł od Niego dlatego, że droga stała się ciężka. Pozostań przez chwilę w ciszy. To właśnie jest towarzyszenie. Nie wielość słów, lecz serce, które nie odchodzi.

Serce Maryi

Wynagrodzić zranionemu Sercu

Pierwsza sobota nie jest jedynie pobożnym wspomnieniem Męki. Obejmuje spowiedź, Komunię Świętą, odmówienie pięciu dziesiątków Różańca oraz piętnaście minut rozważania tajemnic różańcowych w intencji wynagrodzenia Niepokalanemu Sercu Maryi. Wynagrodzenie nie oznacza, że człowiek dodaje coś do doskonałej i wystarczającej Ofiary Chrystusa.

Polega na zjednoczeniu modlitwy, sakramentów i przemiany życia z intencją pocieszenia Niepokalanego Serca Maryi oraz wynagrodzenia za grzechy, bluźnierstwa, niewdzięczność i obojętność, które Je ranią. Maryja nie potrzebuje naszych pociech tak, jak człowiek potrzebuje ulgi w ziemskim smutku. Jej radość jest pełna w Bogu. A jednak sama prosiła o wynagrodzenie i o towarzyszenie Jej przez rozmyślanie.

Prosi, abyśmy stanęli po stronie miłości tam, gdzie została ona odrzucona; pamiętali tam, gdzie ludzie zapominają; przyjmowali łaskę z wdzięcznością tam, gdzie jest lekceważona; pokutowali tam, gdzie grzech został usprawiedliwiony, i pozostawali przy Jezusie, gdy inni odchodzą z powodu ciężaru Jego nauki.

Dusza wynagradzająca nie zatrzymuje się na stwierdzeniu, że żal jej bólu Maryi. Pokazuje swoim postępowaniem, że nie chce, aby Ofiara Chrystusa pozostała w niej bez owocu. Jej spowiedź prowadzi do prawdziwego zerwania ze złem. Komunia Święta jest przyjmowana z czcią i wdzięcznością. Różaniec staje się rzeczywistym trwaniem przy Matce, a rozważanie nie kończy się wraz z ostatnim akapitem.

Owoc pierwszej soboty powinien wejść w konkretną część życia - w miejsce grzechu, który trzeba porzucić, w relację wymagającą naprawy, w obowiązek spełniany dotąd z niechęcią, w sposób przyjmowania Eucharystii albo w modlitwę, którą należy podjąć na nowo. Najczystszym pocieszeniem dla Niepokalanego Serca Maryi jest dusza, która pozwala, aby Ofiara Jej Syna wydała w niej prawdziwy owoc.

Modlitwa

Modlitwa końcowa

Panie Jezu Chryste, stoję przy drodze, którą idziesz ku Golgocie. Nie potrafię pojąć ciężaru przyjętego dla mojego zbawienia. Wiem jednak, że nie byłeś jedynie bezsilną ofiarą ludzkiej przemocy. Dobrowolnie podjąłeś Ofiarę, ponieważ umiłowałeś Ojca i dusze aż do końca. To miłość skłoniła Cię, abyś przyjął krzyż, którego ciężar sprowadziły także moje grzechy.

Nie pozwól mi patrzeć na Twoją Mękę z bezpiecznej odległości. Otwórz moje sumienie na prawdę i daj mi odwagę zerwać z tym, co sprzeciwia się Twojej łasce. Niech pamięć o drodze krzyżowej prowadzi mnie do szczerej spowiedzi, mocnego postanowienia poprawy i wdzięcznego przyjmowania Najświętszego Sakramentu.

Przyjmij również mój własny ciężar. Nie proszę, abyś nazwał go lekkim. Proszę, abyś nie pozwolił mi nieść go bez Ciebie ani przeciwko Tobie. Zachowaj mnie od buntu zamykającego serce i od rozpaczy, która przestaje wierzyć w moc łaski. Daj mi roztropność do walki ze złem, któremu należy się przeciwstawić, oraz wierność w tym, czego nie mogę odrzucić bez porzucenia prawdy i obowiązku.

Maryjo, Matko Bolesna, pozostałaś wierna Synowi na drodze Jego Męki i stanęłaś przy Nim pod krzyżem. Gdy Jego uczniowie się rozproszyli, Twoje Serce nie odwróciło się od Niego. Przyjmij moje dzisiejsze rozważanie jako pragnienie pozostania przy Tobie.

Niepokalane Serce Maryi, pragnę wynagrodzić Ci za tych, którzy zapominają o cenie Odkupienia, lekceważą Mękę Twojego Syna, przyjmują Jego łaski bez wdzięczności i odrzucają wezwanie do nawrócenia. Niech moja spowiedź, Komunia Święta, Różaniec oraz ta chwila rozmyślania zostaną przez Boga przyjęte jako jeden akt miłości i wynagrodzenia Twojemu Niepokalanemu Sercu.

Nie pozwól, aby moje rozważanie zakończyło się na słowach. Wyproś mi łaskę takiej przemiany, która stanie się prawdziwą pociechą dla Twojego Serca. Naucz mnie pamiętać, gdy inni zapominają, trwać, gdy inni odchodzą, i kochać Jezusa nie tylko w godzinie pociechy, lecz także na drodze prowadzącej pod krzyż.

Pozostań przy mnie w mojej godzinie ciężaru, abym nie utracił Boga, lecz razem z Tobą należał do Niego aż do końca.

Amen.

Źródła

  1. Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu: Iz 53; Mt 16, 24; Mt 27, 31-32; Mk 15, 20-21; Łk 9, 23; Łk 22, 42; Łk 23, 26-31; J 19, 16-17.25-27; 2 Kor 5, 21; Flp 2, 6-8.
  2. Sanktuarium Matki Bożej Różańcowej w Fatimie - materiały dotyczące nabożeństwa pięciu pierwszych sobót, intencji wynagradzającej oraz piętnastominutowego towarzyszenia Matce Bożej przez rozmyślanie nad tajemnicami Różańca Świętego.
  3. Święty Tomasz z Akwinu, „Suma teologiczna”, część III, zagadnienia 46-49 - o dobrowolności, zadośćuczynieniu i zbawczej skuteczności Męki Chrystusa.
  4. Tradycyjne nabożeństwo Drogi Krzyżowej - spotkanie Jezusa z Matką oraz trzy upadki rozważane jako element katolickiej tradycji pobożnościowej; Ewangelie nie opisują tych scen wprost.