V PRZYKAZANIE BOŻE - „NIE ZABIJAJ”. DLACZEGO W HEBRAJSKIM CZYTAMY „NIE MORDUJ”?

„Nie zabijaj”.
To jedno z tych przykazań, przy których łatwo przejść dalej z poczuciem spokoju. Nikogo przecież nie zamordowałem. Nie pobiłem nikogo na śmierć. Nie odebrałem nikomu życia.
Czy zatem V Przykazanie dotyczy głównie przestępców? Nie.
Żeby zobaczyć jego pełny sens, trzeba najpierw wrócić do tekstu Dekalogu, później posłuchać Chrystusa, a następnie sięgnąć do wykładu św. Roberta Bellarmina. Wtedy okazuje się, że Bóg chroni tu nie tylko człowieka przed mordercą. Pod Jego ochroną znajdują się także zdrowie, integralność ciała, bezpieczeństwo niewinnych, nasze własne istnienie, a nawet postawy serca, z których rodzą się przemoc, zemsta i świadome pragnienie cudzego nieszczęścia.
„Nie zabijaj” czy „nie morduj”? Hebrajski rozróżnia te pojęcia
Z polskiego katechizmu znamy V Przykazanie jako:
„Nie zabijaj”.
Hebrajski tekst Dekalogu używa jednak bardziej precyzyjnego wyrażenia:
לֹא תִּרְצָח - lo tirtsach.
Pochodzi ono od czasownika ratsach, którego podstawowym polem znaczeniowym jest bezprawne, niesprawiedliwe odebranie życia człowiekowi, choć biblijne użycie tego rdzenia obejmuje także przypadki śmierci nieumyślnej.
Hebrajski zna także inny czasownik:
harag - zabić, pozbawić życia.
Ma on szersze znaczenie i może opisywać sam fakt zadania śmierci w różnych okolicznościach.
Ta różnica nie jest językowym drobiazgiem.
Raszbam - rabin Szmuel ben Meir, żyjący na przełomie XI i XII wieku komentator Biblii i wnuk słynnego Rasziego - wyjaśniał przy Wj 20,13, że określenie związane z ratsach odnosi się do zabicia bez należytego usprawiedliwienia. Zwracał zarazem uwagę, że harag może występować również tam, gdzie śmierć zostaje zadana na mocy prawa.
Dlatego zasadniczy sens hebrajskiego lo tirtsach najczytelniej oddają słowa:
„Nie morduj”.
Nie należy jednak wkładać w każde biblijne użycie ratsach współczesnej, technicznej definicji morderstwa z kodeksu karnego. Najważniejsze rozróżnienie pozostaje jasne: Dekalog nie stawia znaku równości między każdym przypadkiem, w którym jeden człowiek powoduje śmierć drugiego.
Prawo Starego Testamentu rozróżniało morderstwo, śmierć nieumyślną, obronę, działania wojenne oraz wyrok wydany przez prawowitą władzę.
Dlatego znaczenie słowa użytego na Synaju jest tak ważne.
Św. Robert Bellarmin: „aby nie zabijać samowolnie”
W naszym cyklu o Dekalogu głównym przewodnikiem pozostaje św. Robert Bellarmin - kardynał, jezuita, Biskup i Doktor Kościoła.
W swoim „Wykładzie nauki chrześcijańskiej” mówi najpierw rzecz podstawową: jeden człowiek nie jest panem drugiego. Nie otrzymał od Boga dowolnej władzy nad cudzym życiem.
Bellarmin od razu mierzy się jednak z pytaniem, które mogło pojawiać się zarówno dawniej, jak i dzisiaj: skoro Bóg zabrania zabójstwa, dlaczego prawowita władza mogła wymierzać karę śmierci?
Doktor Kościoła odpowiada, powołując się na Rz 13,4. Władza publiczna nie działa w takim przypadku jako prywatny właściciel cudzego życia, lecz jako odpowiedzialna za wymiar sprawiedliwości, ochronę dobrych i powstrzymywanie zbrodni.
Następnie zapisuje zdanie, które znakomicie porządkuje cały temat:
„Przykazanie, NIE ZABIJAJ, ma się tak rozumieć, aby nie zabijać samowolnie”.
Bellarmin nie zatrzymuje się przy samym morderstwie. Obejmuje tym przykazaniem także ranienie, bicie oraz krzywdy wymierzone przeciw życiu lub osobie bliźniego. Przywołując Mt 5,22, wymienia również wzgardę, nienawiść, gniew i obelgi.
W ten sposób dochodzimy do nauki samego Chrystusa.
Zbrodnia może zacząć się dużo wcześniej niż od ciosu
W Kazaniu na Górze Jezus przypomina zakaz zabójstwa, a zaraz potem kieruje uwagę na gniew wobec brata.
Nie naucza, że każde zdenerwowanie jest morderstwem.
Pokazuje źródło.
Ciężka przemoc bardzo często nie rodzi się w jednej sekundzie. Wcześniej może pojawić się pogarda, świadomie karmiona uraza, chęć odwetu, życzenie przeciwnikowi nieszczęścia. Człowiek zaczyna usprawiedliwiać własną nienawiść, aż w końcu przestaje widzieć w drugim bliźniego.
Św. Jan pisze jeszcze mocniej:
„Każdy, kto nienawidzi swego brata, jest zabójcą” (1 J 3,15).

Apostoł nie utożsamia chwilowego uczucia gniewu z literalnym morderstwem. Pokazuje duchową logikę tego przykazania: dobrowolnie pielęgnowana nienawiść niszczy miłość bliźniego u samego korzenia.
Można więc nigdy nie trzymać noża w ręku, a mimo to potrzebować głębokiego rachunku sumienia właśnie w świetle V Przykazania.
Bóg osądza nie tylko czyn, który już się wydarzył, ale także to, czemu świadomie pozwalamy rosnąć w sercu.
Samobójstwo - ta sama granica dotyczy własnego życia
Samobójstwo narusza tę samą granicę: człowiek nie może potraktować własnego istnienia jak rzeczy, którą wolno mu dowolnie unicestwić.
Bellarmin mówi o tym wprost, a św. Tomasz z Akwinu wskazuje, że taki czyn sprzeciwia się naturalnej miłości do własnego życia, obowiązkom wobec wspólnoty oraz zwierzchnictwu Boga.
Trzeba jednak bardzo wyraźnie rozdzielić moralną ocenę czynu od pełnej odpowiedzialności konkretnej osoby.
Poważne zaburzenia psychiczne, skrajny lęk, rozpacz czy wielkie cierpienie mogą ograniczyć świadomość i dobrowolność. Dlatego nie wolno nam wydawać wyroku o wiecznym losie człowieka, który odebrał sobie życie.
Prawda o ciężarze czynu nie daje nam prawa do sądzenia duszy.
Obrona konieczna nie jest zemstą
V Przykazanie nie nakazuje bezczynności wobec napastnika.
Człowiek ma prawo bronić własnego życia, a tym bardziej może mieć obowiązek stanąć w obronie kogoś powierzonego jego odpowiedzialności. Kluczowe są cel działania i proporcja użytej siły.
Św. Tomasz z Akwinu tłumaczy, że jeden czyn może mieć dwa skutki: ocalenie napadniętego oraz śmierć agresora. Jeżeli zamiarem jest obrona, a nie zabicie dla samego zabicia, działanie może być moralnie dopuszczalne. Użycie siły większej niż konieczna może jednak stać się bezprawne.

Obrona zmierza do powstrzymania zagrożenia. Zemsta zaczyna się tam, gdzie niebezpieczeństwo już minęło, a człowiek nadal chce odpłacić przeciwnikowi własną ręką.
Kara śmierci - czego naprawdę nauczała tradycja?
Historii Kościoła nie trzeba poprawiać, żeby pasowała do współczesnej wrażliwości.
Przez stulecia katolicka nauka dopuszczała karę śmierci wymierzoną przez prawowitą władzę za szczególnie ciężkie przestępstwa. Bellarmin nie uważał jej za morderstwo, lecz za akt wymiaru sprawiedliwości, jeżeli była wykonywana zgodnie z prawem dla ochrony społeczeństwa.
Tradycyjne „Nie zabijaj” nie było więc rozumiane jako absolutny zakaz każdego przypadku odebrania życia.
Kara nie oznaczała też uznania skazanego za człowieka pozbawionego duszy czy możliwości nawrócenia. Chrześcijańskie podejście pozostawiało winowajcy drogę skruchy, spowiedzi, pojednania z Bogiem i przyjęcia sprawiedliwej kary w duchu pokuty.
Miłosierdzie nie polega bowiem na nazwaniu zbrodni czymś mniejszym, niż jest. Morderca może otrzymać Boże przebaczenie, jeśli naprawdę się nawraca, a jednocześnie ponieść poważne doczesne konsekwencje swojego czynu.
Trzeba uczciwie dodać, że od zmiany punktu 2267 Katechizmu w 2018 roku obowiązujący tekst określa karę śmierci jako „niedopuszczalną”. Obowiązujący dziś tekst KKK 2267 przypomina zarazem, że przez długi czas kara śmierci po sprawiedliwym procesie była uznawana za dopuszczalny, choć krańcowy, środek ochrony dobra wspólnego.
Mamy więc obowiązek powiedzieć obie rzeczy, a nie wybierać z historii tylko tego, co wygodne.
Aborcja - najsłabszy nie ma mniej praw
Logika V Przykazania szczególnie jasno ujawnia się tam, gdzie jedna osoba jest całkowicie zależna od decyzji drugiej.
Kościół od pierwszych wieków potępiał bezpośrednią aborcję. Życie ludzkie powinno być chronione od poczęcia, a świadome przerwanie ciąży zamierzone jako cel lub środek pozostaje ciężkim naruszeniem prawa moralnego.
Nienarodzone dziecko nie otrzymuje swojej godności od rodziców, lekarza ani państwa. Nie staje się człowiekiem dopiero wtedy, gdy ktoś go chce.
Im bardziej jest bezbronne, tym bardziej potrzebuje ochrony silniejszych, a nie uzależnienia własnego istnienia od ich decyzji.

Eutanazja - cierpienie nie zmniejsza wartości osoby
Podobne pytanie pojawia się u kresu ziemskiej drogi.
Czy ciężka choroba, niepełnosprawność, zależność od innych albo wielkie cierpienie mogą sprawić, że czyjeś życie straci wartość?
Nie.
Bezpośrednie spowodowanie śmierci chorego lub umierającego po to, aby zakończyć jego cierpienie, pozostaje moralnie niedopuszczalne.
Czym innym jest rezygnacja z leczenia nadmiernie obciążającego, niebezpiecznego albo nieproporcjonalnego do oczekiwanego skutku. W takim przypadku nie wybiera się śmierci. Przyjmuje się, że nie da się jej już zatrzymać bez nakładania na chorego nieuzasadnionego ciężaru.
Także podawanie środków przeciwbólowych może być moralnie dopuszczalne mimo przewidywanego ryzyka skrócenia życia, jeśli zamiarem jest uśmierzenie bólu, a nie spowodowanie śmierci.
Troska o życie nie oznacza obowiązku przedłużania procesu umierania za wszelką cenę.
Można nie chcieć czyjejś śmierci, a mimo to ciężko zawinić
Brak zamiaru zabicia nie zawsze zwalnia z odpowiedzialności.
Jeżeli dochodzi do tragicznego wypadku mimo zachowania rozsądnej ostrożności, nie wolno traktować sprawcy jak mordercy.
Inaczej wygląda sytuacja, gdy ktoś świadomie tworzy poważne zagrożenie, a później zasłania się zdaniem:
„Nie chciałem, żeby ktoś zginął”.
Nietrzeźwa jazda, skrajna brawura za kierownicą, niebezpieczne zachowanie w pracy czy zlekceważenie oczywistego ryzyka mogą pociągać poważną winę, nawet jeśli śmierć nie była celem.
Odpowiedzialność moralna obejmuje więc także przewidywalne skutki naszych decyzji.
Od dawnych pojedynków do dzisiejszych „ustawek”
Dawne katechizmy wymieniały pod V Przykazaniem pojedynki, bijatyki oraz świadome szkodzenie zdrowiu własnemu i cudzemu.
Dzisiaj dwóch mężczyzn rzadko spotyka się o świcie z szablami albo pistoletami. Sama zasada moralna nie straciła jednak znaczenia.
Jej współczesnym odpowiednikiem mogą być ustawki kibicowskie, umówione bójki grup, starcia gangów, zbiorowe napaści po meczach czy inne sytuacje, w których ludzie świadomie spotykają się po to, aby zadawać sobie obrażenia.
Zgoda obu stron nie sprawia, że wszystko staje się dobre.
Człowiek nie może powiedzieć: „Sam chciał się bić, więc wolno mi było połamać mu kości”.
Tak samo honor grupy, barwy klubowe, zemsta, adrenalina czy potrzeba pokazania własnej siły nie stanowią proporcjonalnego powodu do wystawienia siebie i innych na ciężkie obrażenia.
Ryzyko samo w sobie nie przesądza jednak o moralnej winie. Ratownik wchodzący do niebezpiecznego miejsca, strażak biegnący w ogień czy człowiek ratujący tonącego także narażają własne zdrowie. Istnieje jednak dobro wystarczająco poważne, które usprawiedliwia podjęcie ryzyka.
Granica przebiega pomiędzy ofiarnością a lekkomyślnością.
Alkohol, narkotyki, brawura - zdrowie też jest powierzone
Dawni katechiści wiązali z V Przykazaniem pijaństwo, nieumiarkowanie oraz zachowania wyniszczające zdrowie.
Ks. Michał Ignacy Wichert zwracał uwagę, że opilstwo nie tylko szkodzi ciału, ale bardzo często otwiera drogę ku bójkom, przekleństwom, zgorszeniu i przemocy.
Wypicie alkoholu, przejedzenie się czy zaniedbanie zdrowia mogą mieć bardzo różną wagę moralną. Liczą się rozmiar szkody, przewidywane niebezpieczeństwo, świadomość i dobrowolność.
Co innego jednorazowa nierozwaga, a co innego świadome doprowadzanie się do stanu, w którym człowiek regularnie traci panowanie nad sobą, wyniszcza organizm albo naraża rodzinę i przypadkowych ludzi.
Post ma ujarzmiać, a nie niszczyć
Skoro zdrowie trzeba chronić, czy post i umartwienie są czymś złym?
Nie.
Chrystus pościł. Kościół zawsze znał pokutę. Święci podejmowali wyrzeczenia, aby nauczyć się panowania nad własnymi namiętnościami.
Czym innym jest jednak roztropna asceza, a czym innym wyniszczanie organizmu.
Zdanie:
„Im mniej jem, tym jestem świętszy”
nie jest nauką katolicką.
Dobra praktyka może zostać wypaczona, gdy człowiek zaczyna ignorować chorobę, skrajne osłabienie, obowiązki, rozsądną radę lekarza czy spowiednika albo traktować niszczenie ciała jako dowód większej pobożności.
U osoby cierpiącej na zaburzenia odżywiania praktyka postna wymaga szczególnej roztropności. Nie wolno używać religijnego języka do usprawiedliwiania zachowania, które w rzeczywistości wyniszcza organizm.
Prawdziwe umartwienie ma pomagać odzyskać wolność wobec własnych pragnień. Jeżeli zaczyna prowadzić do przymusu i destrukcji, trzeba roztropnie ocenić sytuację.
Ciało nie jest bożkiem, ale nie jest też wrogiem, którego mamy zniszczyć.
Zgorszenie - krzywda może dotknąć również duszy
Współczesny język często używa słowa „zgorszenie” na określenie oburzenia czyimś zachowaniem.
Teologia moralna rozumie je głębiej.
Ks. Józef Deharbe SI tłumaczy, że szkodzi bliźniemu na duszy ten, kto umyślnie namawia go do grzechu, chwali zło, nakazuje je albo własnym przykładem zachęca do upadku.
Zgorszyć oznacza więc stać się dla drugiego człowieka bodźcem prowadzącym ku złu.
Może się to dokonać przez zachętę, polecenie, publiczne usprawiedliwianie grzechu albo wykorzystanie własnego autorytetu. Dotyczy to rodziców, wychowawców, duchownych, przełożonych, twórców i każdego, czyje słowo ma realny wpływ na cudze decyzje.
V Przykazanie chroni zatem nie tylko ciało. Chrześcijańska tradycja widzi również ciężar prowadzenia bliźniego ku temu, co niszczy jego życie duchowe.
Czasem winą jest to, czego nie zrobiliśmy
Nie każda krzywda powstaje przez aktywny czyn.
Można zawinić zaniedbaniem.
Rodzic ma obowiązki wobec dziecka. Opiekun wobec osoby zależnej. Kierowca uczestniczący w wypadku nie może zostawić rannego bez pomocy. Człowiek, który widzi oczywiste zagrożenie, nie zawsze może zasłonić się słowami:
„To nie moja sprawa”.
Nie istnieje oczywiście nakaz rzucania się bez przygotowania w sytuację oznaczającą niemal pewną śmierć. Można natomiast wezwać ratowników, ostrzec, zabezpieczyć miejsce i zrobić to, co jest rozsądnie możliwe.
Miłość bliźniego czasem polega właśnie na działaniu podjętym wystarczająco wcześnie.
Wojna nie zawiesza prawa moralnego
Czy żołnierz broniący kraju łamie V Przykazanie?
Nie można odpowiedzieć twierdząco tylko dlatego, że podczas wojny może dojść do zadania śmierci.
Tradycyjna nauka katolicka uznaje prawo wspólnoty do zbrojnej obrony przed niesprawiedliwą agresją, jeśli spełnione są moralne warunki wojny sprawiedliwej.
Nawet wojna pozostaje pod prawem moralnym.
Niewalczący, ranni i jeńcy zachowują swoją godność. Rozkaz dokonania ludobójstwa czy innej zbrodni nie staje się moralny dlatego, że został wydany przez przełożonego.
Można walczyć w obronie.
Nie wolno uczynić z wojny usprawiedliwienia dla mordu, okrucieństwa i zemsty.
Co naprawdę trzeba zbadać w sumieniu?
Rachunek sumienia z V Przykazania nie powinien kończyć się na pytaniu:
„Czy kogoś zabiłem?”
Warto zobaczyć także krzywdę wyrządzoną ciału i bezpieczeństwu drugiego człowieka: świadome narażanie innych, jazdę w stanie zagrażającym ludziom czy przemoc podejmowaną dla zemsty, honoru grupy lub rozrywki.
Głębiej znajduje się pytanie o serce: czy karmimy nienawiść, życzymy komuś śmierci lub wielkiego nieszczęścia, cieszymy się z jego cierpienia, czekamy na sposobność odwetu? Osobnego spojrzenia wymaga nasze własne ciało - narkotyki, pijaństwo, skrajna brawura czy asceza przekraczająca rozsądne granice.
Pozostaje odpowiedzialność za innych. Czy pomagaliśmy komuś wejść w ciężki grzech, usprawiedliwialiśmy zło własnym autorytetem albo pozostawiliśmy bez pomocy człowieka, wobec którego mieliśmy rzeczywisty obowiązek działania?
I czy istnieje jeszcze krzywda, którą możemy naprawić?
Spowiedź nie usuwa obowiązku naprawienia tego, co jeszcze można naprawić
Deharbe przypomina rzecz bardzo prostą: jeżeli zaszkodziliśmy bliźniemu na duszy lub ciele, nie wystarczy żałować i wyznać grzech. Trzeba także, o ile jest to możliwe, naprawić wyrządzoną szkodę.
Nie każdą krzywdę da się cofnąć. Nie można przywrócić utraconego życia ani usunąć wszystkich skutków przemocy.
Ale czasem można pokryć koszty leczenia, przyznać się do odpowiedzialności, przestać narażać innych, usunąć zgorszenie, odwołać publiczną zachętę do zła albo zapewnić pomoc osobie skrzywdzonej.
Rozgrzeszenie nie zamienia cudzego cierpienia w coś, czym nie trzeba się już przejmować.
Łaska prowadzi również do sprawiedliwości.
„Nie morduj” to dopiero początek
Św. Robert Bellarmin kończy swój wykład V Przykazania nie obrazem przemocy, ale wskazaniem tego, co ma ją zastąpić: łagodności, pokoju i zgody.

Dekalog nie jest tylko zbiorem zakazów.
Bóg, zabraniając niesprawiedliwego odbierania życia, równocześnie nakazuje je szanować. Potępiając nienawiść prowadzącą do przemocy, wskazuje drogę pojednania. A gdy stawia granicę samowoli silniejszego wobec słabszego, bierze w obronę tego, kto sam nie potrafi się bronić.
Dlatego V Przykazanie dotyczy dziecka w łonie matki i starca u kresu ziemskiej drogi, ofiary napadu i samego napastnika, człowieka chorego i zdrowego, wroga na polu walki i osoby siedzącej obok nas przy stole.
Dotyczy również nas samych.
Bo żadnego ludzkiego życia nie otrzymaliśmy na absolutną własność.
Ani cudzego.
Ani własnego.
Otrzymaliśmy je od Boga.
I właśnie dlatego słowa „Nie morduj” nie są jedynie zakazem skierowanym do przestępców.
Są granicą postawioną ludzkiej samowoli - i wezwaniem, aby chronić dar, którego ostatecznym Panem pozostaje Bóg.
ŹRÓDŁA
Pismo Święte: Wj 20,13; Pwt 5,17; Mt 5,21-22; Mt 18,6-7; 1 J 3,15; Rz 13,4.
Cytaty biblijne: Biblia Tysiąclecia, wyd. V, za pozwoleniem Wydawnictwa Pallottinum.
Św. Robert kard. Bellarmin SI, Doktor Kościoła, „Wykład nauki chrześcijańskiej”, rozdział VI - Wykład Dziesięciorga Bożego Przykazania.
Podstawowe źródło całego opracowania, szczególnie w kwestii rozumienia V Przykazania, samobójstwa, działania prawowitej władzy, przemocy, nienawiści i gniewu.
https://www.ultramontes.pl/Katechizm_Bellarmina_VI.htm
Św. Tomasz z Akwinu, „Suma teologiczna”, II-II, q. 64, a. 5 i a. 7.
O samobójstwie oraz obronie koniecznej i proporcjonalności użytej siły.
Raszbam - Szmuel ben Meir, komentarz do Wj 20,13.
Wykorzystany przy wyjaśnieniu hebrajskiego ratsach i rozróżnieniu go od szerszego harag.
Ks. Józef Deharbe SI, „Katechizm rzymsko-katolicki”, wykład V Przykazania.
Wykorzystany przy zagadnieniu szkody wyrządzonej bliźniemu na ciele i duszy, zgorszenia oraz obowiązku naprawienia wyrządzonego zła.
https://www.ultramontes.pl/deharbe_katechizm_ii_9.htm
Ks. Michał Ignacy Wichert, „Nauki katechizmowe”, nauka o V Przykazaniu.
Źródło dotyczące między innymi pojedynków, przemocy, pijaństwa, nieumiarkowania oraz troski o zdrowie.
https://www.ultramontes.pl/nauki_katechizmowe_ii_15.htm
Ks. Zygmunt Chełmicki, „Mały katechizm. Ojców Naszych Wiara Święta”.
Pomocniczo przy dawnym wykazie grzechów dotyczących V Przykazania.
https://www.ultramontes.pl/Katechizm_II.htm
Katechizm Kościoła Katolickiego, pkt 2258-2330, szczególnie 2263-2267 oraz 2307-2317.
Wykorzystany pomocniczo przy współczesnych rozróżnieniach dotyczących obrony koniecznej, kary śmierci, aborcji, eutanazji, samobójstwa, zgorszenia, troski o zdrowie, obowiązku pomocy oraz moralnych zasad odnoszących się do wojny.
https://www.vatican.va/content/catechism/pl.html
Katechizm Kościoła Katolickiego, pkt 2267 - redakcja obowiązująca od 2018 r.
Źródło dotyczące obecnego stanowiska w sprawie kary śmierci oraz zawartego w samym Katechizmie odniesienia do wcześniejszego sposobu jej uzasadniania.


