HALLOWEEN: KIEDY ŚMIERĆ, MAGIA I DEMONY STAJĄ SIĘ ZABAWĄ

Pod koniec października każdego roku powraca ten sam spór. Jedni ostrzegają przed Halloween jako zjawiskiem duchowo niebezpiecznym, inni odpowiadają, że chodzi przecież tylko o dynie, cukierki, kostiumy i dziecięcą zabawę. W tej dyskusji łatwo popaść w jedną z dwóch skrajności: albo widzieć rytuał satanistyczny w każdej plastikowej dekoracji, albo uznać, że skoro uczestnicy traktują Halloween jako rozrywkę, wszystko automatycznie staje się obojętne.
A przecież istnieje jeszcze inne pytanie, znacznie trudniejsze: co właściwie robimy, kiedy magia, czarownice, demony, duchy, klątwy, groby i śmierć stają się elementami zabawy?
Nie trzeba twierdzić, że dziecko przebrane za czarownicę rzeczywiście uprawia magię. Nie trzeba też udowadniać, że każdy współczesny zwyczaj halloweenowy jest niezmienionym pogańskim obrzędem sprzed dwóch tysięcy lat. Historia Halloween jest bardziej skomplikowana, a katolicka ocena tego zjawiska również powinna być bardziej dojrzała.
Dlatego warto najpierw uporządkować historię, później oddać głos ludziom, którzy sami nazywają się satanistami, następnie sprawdzić, co naprawdę mówią egzorcyści, a na końcu sięgnąć do Pisma Świętego, św. Augustyna, św. Jana Chryzostoma, św. Tomasza z Akwinu i Katechizmu. Dopiero wtedy można wrócić do najprostszego obrazu: dziecka z różdżką w ręku, które dla zabawy rzuca na kolegę „klątwę”.
Bo problem może zaczynać się nie dopiero wtedy, kiedy człowiek odprawia prawdziwy rytuał, ale wcześniej - kiedy przestaje widzieć, że pewne rzeczy w ogóle należy traktować poważnie.
Halloween nie ma jednej prostej historii
Sama nazwa Halloween jest związana z chrześcijańskim All Hallows’ Eve, czyli wigilią Wszystkich Świętych. Jednocześnie w historii Wysp Brytyjskich istniały wcześniejsze celtyckie obchody Samhain, związane z przejściem między jasną i ciemną częścią roku oraz z wierzeniami dotyczącymi zmarłych i świata nadprzyrodzonego. Z biegiem stuleci nakładały się na siebie kolejne warstwy religijne, folklorystyczne i społeczne, a współczesne Halloween zostało dodatkowo gruntownie przekształcone przez kulturę masową.
Nie ma więc potrzeby powtarzać uproszczonej opowieści, według której każda dzisiejsza dynia, kostium i „trick or treat” są niezmienionym rytuałem dawnych Celtów. Historia nie działa w ten sposób. Zwyczaje zmieniają znaczenie, przechodzą z jednej kultury do drugiej i otrzymują nowe interpretacje.
Tyle że historyczne pochodzenie nie wyczerpuje moralnej oceny współczesnego zjawiska. Nawet gdybyśmy całkowicie odłożyli spór o Samhain, pozostaje to, co widzimy dzisiaj. Wystarczy wejść w październiku do sklepu z halloweenowymi dekoracjami: czaszki, odcięte kończyny, nagrobki, duchy, czarownice, demony, krew, zombie, trumny i postacie kojarzone z okultyzmem. Popularna zabawa świadomie korzysta z makabry, śmierci i świata nadprzyrodzonego.
Dlatego pytanie „czy Halloween wywodzi się z Samhain?” nie jest jeszcze najważniejszym pytaniem. Dla chrześcijanina ważniejsze może być inne: co oznacza kultura, którą tworzymy teraz?
Chrześcijaństwo nie ucieka przed śmiercią
Czaszka sama w sobie nie jest antychrześcijańska. Grób również nie. Kościół od wieków zna memento mori. Czaszki pojawiają się w sztuce sakralnej obok świętych pustelników i pokutników. Chrześcijanie czczą relikwie, odwiedzają cmentarze, modlą się przy grobach i rozważają rzeczy ostateczne. Liturgia pogrzebowa nie udaje, że śmierć nie istnieje.
Różnica znajduje się gdzie indziej.
Chrześcijaństwo patrzy na śmierć jako na rzeczywistość, wobec której człowiek powinien stanąć w prawdzie. Nasze życie jest skończone, człowiek odpowiada przed Bogiem, grzech ma konsekwencje, a śmierć nie zamyka istnienia. Zmarli nie są materiałem do zabawy. Modlimy się za nich. Wszystkich Świętych nie jest świętem duchów błąkających się po ziemi, ale tych, którzy osiągnęli cel swojego życia w Bogu. Dzień Zaduszny nie jest próbą przywołania umarłych, lecz modlitwą za nich.
Halloween wykorzystuje część tych samych obrazów, lecz często nadaje im całkowicie inny charakter. Nagrobek może stać się rekwizytem przed domem, zwłoki dekoracją, a duch postacią mającą przestraszyć albo rozbawić. Śmierć zostaje wyjęta z pytania o wieczność i staje się estetyką.
Dlatego problem nie brzmi: „Halloween jest złe, ponieważ pokazuje śmierć”. Chrześcijaństwo pokazuje śmierć znacznie częściej i poważniej. Problem brzmi raczej: czy wolno nam sprowadzić ją do zabawy, skoro wiemy, czym naprawdę jest?
Chrześcijaństwo nie boi się śmierci. Ale też się nią nie bawi.

Co o Halloween mówi sam Church of Satan?
W katolickich materiałach można znaleźć zdanie, że Halloween jest „najważniejszym świętem satanistów”. W tej formie nie powinniśmy go powtarzać.
Oficjalny Church of Satan za najważniejszy dzień dla satanisty uważa jego własne urodziny. Halloween określa natomiast jako jesienny punkt kulminacyjny, który może być obchodzony i podczas którego poprzez kostium można eksplorować własne „wewnętrzne ja”.
Trzeba jednak od razu zaznaczyć coś fundamentalnego. Church of Satan reprezentuje satanizm LaVeya o charakterze nieteistycznym. Sama organizacja deklaruje, że jej członkowie nie wierzą w osobowego Szatana, Boga ani inne byty nadprzyrodzone. Szatan jest dla nich symbolem dumy, wolności, indywidualizmu i określonej wizji człowieka. Dlatego gdy w ich materiałach pojawia się język „ciemności” czy „demonicznych rdzeni”, nie wolno przedstawiać go tak, jakby organizacja składała deklarację wiary w rzeczywiste demony.
To rozróżnienie nie osłabia jednak znaczenia ich wypowiedzi o Halloween.
W oficjalnym FAQ Church of Satan Halloween jest opisane jako noc, podczas której zwyczajni ludzie próbują dotknąć „ciemności”, która dla satanistów ma być codziennym sposobem istnienia. Tekst mówi o makabrycznych kostiumach, przyjemności płynącej ze strachu, intensywnym odgrywaniu ról oraz uwalnianiu ukrywanych części osobowości nazwanych metaforycznie „demonicznymi rdzeniami”. Organizacja pisze również wprost, że aprobuje to, czym Halloween się stało, zachęca do mrocznych fantazji i szerokiego wykorzystywania swojej estetyki podczas tej nocy.
Nie jest to dowód, że uczestnik Halloween praktykuje satanizm albo że sama obecność danej estetyki ma określony skutek duchowy. Pokazuje jednak coś ważnego: sami przedstawiciele LaVeyowskiego satanizmu świadomie rozpoznają w kulturze Halloween symbole, nastroje i wartości zgodne z własnym sposobem przedstawiania świata.
Chrześcijanin ma prawo poddać tę estetykę ocenie moralnej, nawet jeśli jej użytkownik nie nadaje jej żadnego religijnego znaczenia.
Co mówią współcześni egzorcyści?
W internecie można znaleźć wiele dramatycznych wypowiedzi przypisywanych egzorcystom, często kopiowanych bez pierwotnego źródła. Nazwisko egzorcysty nie może jednak zastępować dowodu.
Mocniejszym punktem odniesienia są oficjalne materiały Międzynarodowego Stowarzyszenia Egzorcystów. W 2025 roku jego wiceprezes, o. Francesco Bamonte, opublikował tekst L’inganno di Halloween, la bellezza di Ognissanti. Ostrzega w nim przed współczesną treścią Halloween: makabrą, przemocą, czarownictwem, okultyzmem i symboliką demoniczną przedstawianymi dzieciom i młodzieży jako element rozrywki. Przeciwstawia temu chrześcijański sens uroczystości Wszystkich Świętych.
O. Bamonte przedstawia również własne twierdzenia dotyczące środowisk Wicca i grup satanistycznych. Nie każde z nich można traktować jako niezależnie potwierdzony fakt historyczny czy socjologiczny tylko dlatego, że wypowiedział je egzorcysta. Dlatego odwołując się do jego tekstu, mówimy, że ostrzega przed określonymi zjawiskami, a nie że wszystkie szczegóły jego opisu zostały naukowo zweryfikowane.
Podobnie należy potraktować komunikat z 23 września 2024 roku dotyczący Krajowego Zjazdu Włoskich Egzorcystów Międzynarodowego Stowarzyszenia Egzorcystów, który odbył się w Sacrofano w dniach 16-20 września. Było to spotkanie włoskich członków tego środowiska duszpasterskiego, a nie dokument doktrynalny Kościoła ani stanowisko każdego egzorcysty na świecie. W komunikacie przedstawiono ostrzeżenia dotyczące fascynacji młodych ludzi okultyzmem i praktykami ezoterycznymi w kontekście współczesnej kultury Halloween.
To świadectwo warto przytoczyć w jego właściwej randze: jako głos duszpasterskiego środowiska egzorcystów, nie jako definicję wiary Kościoła.
A co z o. Gabrielem Amorthem?
Postać jednego z najsłynniejszych katolickich egzorcystów wymaga osobnego wyjaśnienia, ponieważ jego nazwisko jest bardzo często przywoływane w dyskusji o Halloween.
W wywiadzie opublikowanym 29 października 2000 roku przez The Sunday Telegraph Amorth został zapytany o dzieci przebierające się na Halloween za czarownice i diabły. Odpowiedział wówczas, że jeżeli pozostaje to rzeczywiście tylko zabawą, nie widzi w tym szkody.
Tego świadectwa nie wolno ukrywać ani zastępować ostrzejszym zdaniem przypisywanym mu bez dokładnego źródła.
Dlatego w tym artykule nie będziemy powoływać się na nieprecyzyjnie opisane „późniejsze wypowiedzi” Amortha. Jego odpowiedź z 2000 roku wystarcza, aby przypomnieć, że nawet znany egzorcysta nie utożsamiał automatycznie przebrania z praktyką okultystyczną.
I właśnie dlatego właściwe pytanie brzmi nie: „czy sam kostium otwiera człowieka na demona?”, lecz raczej: gdzie znajduje się granica między fikcyjnym odgrywaniem roli a realnym wejściem w praktyki, które Kościół potępia?

„To tylko zabawa” - ale jaka jest treść tej zabawy?
Wyobraźmy sobie zwyczajną scenę. Dziecko dostaje kapelusz czarownicy, pelerynę i różdżkę. Kieruje ją w stronę kolegi i wypowiada formułę znaną z filmu albo książki.
Samo takie odegranie sceny nie jest jeszcze rzeczywistą magią. Fikcyjne zaklęcie nie staje się realnym rytuałem tylko dlatego, że dziecko je powtórzy. Nie każde zdanie typu „rzucam na ciebie klątwę” oznacza również rzeczywiste złorzeczenie. Znaczenie mają intencja, kontekst i świadomość. Dziecko odgrywające rolę postaci nie musi naprawdę życzyć drugiemu zła.
Ale z tego nie wynika, że rodzic nie ma prawa oceniać treści zabawy.
Dzieci uczą się również przez naśladowanie i role. Zabawa w lekarza, strażaka czy rycerza polega właśnie na przyjmowaniu określonego sposobu działania. Podobnie zabawa w czarownicę może polegać na odgrywaniu czarowania, rzucaniu fikcyjnych zaklęć czy zdobywaniu mocy nad innymi.
Nie mamy danych pozwalających wykazać prosty związek przyczynowy między taką zabawą a późniejszym zainteresowaniem okultyzmem. Możemy natomiast postawić pytanie wychowawcze: czy chcemy, aby magia, klątwa, demon czy kontakt ze zmarłymi były dla dziecka wyłącznie atrakcyjnym repertuarem zabawy?
Jeżeli fikcyjne praktyki magiczne stają się przedmiotem szczególnej fascynacji, rodzic powinien zwracać uwagę, czy dziecko nadal rozumie różnicę między światem wyobraźni a realnym wróżbiarstwem, spirytyzmem i okultyzmem. Sama halloweenowa zabawa nie dowodzi późniejszego wejścia w takie praktyki, ale jej treść nadal może podlegać ocenie wychowawczej.
Gdzie fikcja naprawdę się kończy?
Granica staje się dużo wyraźniejsza, gdy człowiek przestaje tylko odgrywać fikcyjną postać i zaczyna próbować praktyk istniejących naprawdę. Wróżenie, próby kontaktu ze zmarłymi, korzystanie z medium, seans spirytystyczny, świadome przywoływanie duchów czy próba wykonania rytuału magicznego znalezionego w internecie nie są już tym samym co dziecięca zabawa w czarodzieja.
Właśnie do tej rzeczywistości odnosi się jednoznaczne nauczanie Kościoła.
Katechizm Kościoła Katolickiego w punktach 2116-2117 odrzuca wróżbiarstwo, wywoływanie zmarłych, zwracanie się do demonów, spirytyzm, magię i czary. Katechizm naucza, że praktyki magiczne są poważnym wykroczeniem przeciw cnocie religijności, nawet jeśli podejmuje się je z pozornie dobrym zamiarem. Jeszcze cięższy charakter mają wtedy, gdy towarzyszy im zamiar wyrządzenia szkody drugiemu człowiekowi lub odwoływanie się do demonów.
Nie chodzi tu o lęk przed czymś niezwykłym. Problemem jest próba zdobycia wiedzy albo władzy nad rzeczywistością w sposób sprzeczny z zaufaniem Bogu i pierwszym przykazaniem.
Nie należy więc nazywać magią każdej zabawowej formuły. Kiedy jednak człowiek rzeczywiście sięga po praktykę magiczną albo spirytystyczną, słowo „zabawa” przestaje wystarczać jako usprawiedliwienie.

Św. Augustyn: chrześcijaństwo od dawna rozróżnia znak od zabobonu
Św. Augustyn żył w świecie pełnym amuletów, wróżb, zaklęć, astrologii i różnego rodzaju praktyk magicznych. W drugiej księdze De doctrina christiana, szczególnie w II,20,30 oraz II,23-24, omawia praktyki, którym człowiek przypisuje tajemną skuteczność lub poprzez które próbuje korzystać z ukrytych mocy.
Augustyn potępia wróżbiarstwo, amulety, inkantacje i inne zachowania wiązane z zabobonem. Jednocześnie nie twierdzi, że każdy znak używany przez człowieka jest z natury magiczny. To rozróżnienie ma duże znaczenie również dzisiaj.
Chrześcijaństwo potrafi więc powiedzieć równocześnie dwie rzeczy: nie każdy symbol jest praktyką okultystyczną, ale rzeczywistej praktyki okultystycznej nie wolno banalizować.
Św. Tomasz z Akwinu: nie każde słowo działa jak zaklęcie
Podobny sposób rozumowania znajdujemy u św. Tomasza z Akwinu. W Summa theologiae II-II, q. 95 oraz q. 96, szczególnie w artykułach 1-4, rozważa wróżbiarstwo i zabobonne praktyki związane ze znakami, słowami oraz działaniami, którym przypisuje się skuteczność niepochodzącą z ich naturalnych właściwości.
Tomasz wspomina między innymi o „dziwnych słowach”, znakach i formułach. Nie ogranicza jednak moralnej oceny jedynie do tego, czy człowiek subiektywnie wierzy w ich moc. Liczy się także rodzaj działania, jego cel oraz sposób posługiwania się znakami. Jeśli słowa czy znaki mają służyć osiąganiu skutku, którego nie mogą wywołać naturalnie, i zostają włączone w zabobonną czy demoniczną praktykę, ocena staje się zupełnie inna niż w przypadku zwykłego przedstawienia teatralnego.
To chroni nas przed przesądem, że każde wypowiedzenie niezwykłej formuły posiada automatyczną skuteczność. Fikcyjne słowo z powieści nie działa samo z siebie jak duchowy mechanizm.
Ale z tego nadal nie wynika, że moralnie wszystko, co człowiek wypowiada, jest obojętne.
„Śmierć i życie są w mocy języka”
Księga Przysłów mówi: „Śmierć i życie są w mocy języka” (Prz 18,21). Tego zdania nie wolno jednak przekształcić w chrześcijańską wersję magii słowa. Biblia nie naucza, że człowiek automatycznie tworzy rzeczywistość poprzez wypowiadanie zdań.
Uczy natomiast bardzo konsekwentnie, że słowo jest czynem moralnym. Św. Jakub porównuje język do małego ognia zdolnego zapalić ogromny las. Chrystus mówi, że „z obfitości serca mówią usta” i że człowiek odpowiada za swoje słowa. Człowiek może językiem błogosławić, kłamać, znieważać, oskarżać, poniżać albo złorzeczyć.
Dlatego trzeba rozróżnić dwa przypadki. Dziecko odgrywające scenę z opowiadania i mówiące fikcyjnej postaci „rzucam na ciebie klątwę” niekoniecznie życzy komukolwiek realnego zła. Inaczej należy ocenić sytuację, gdy człowiek rzeczywiście mówi do drugiego „obyś umarł”, „życzę ci nieszczęścia” albo świadomie wypowiada złorzeczenie.
Treść i intencja mają znaczenie.
Rodzic może jednak uznać również fikcyjne scenariusze za niewłaściwe wychowawczo, nie dlatego, że każde odegrane zdanie działa magicznie, ale dlatego, że nie chce uczynić przekleństwa, śmierci czy wyrządzania zła atrakcyjnym elementem zabawy.
Św. Jan Chryzostom: język można wychować
Św. Jan Chryzostom wielokrotnie wracał do odpowiedzialności za słowo. W Homilii IV o posągach zachęca chrześcijan, aby ćwiczyli język w dobrym mówieniu i usuwali z niego złośliwość. W Homilii 78 do Ewangelii według św. Mateusza przeciwstawia mowę godną ucznia Chrystusa językowi pełnemu przekleństw, zniewag i kłamstwa. W Homilii VI do Pierwszego Listu do Tymoteusza krytykuje złorzeczenie innym, szczególnie w świetle chrześcijańskiego obowiązku modlitwy za nieprzyjaciół.
Nie chodzi u niego o magiczną teorię słowa. Chodzi o to, że człowiek przez sposób mówienia kształtuje własne serce i relacje z innymi.
To jest wystarczająco mocna podstawa, aby chrześcijański rodzic nie musiał uznawać każdej formy zabawy słowem za obojętną.
Nie każda dynia jest satanizmem
Właśnie dlatego potrzebna jest precyzja.
Dynia sama w sobie nie jest satanistyczna, a plastikowy szkielet nie jest rytuałem. Kostium nie zmienia człowieka w to, co przedstawia, a fikcyjne zaklęcie nie staje się automatycznie praktyką magiczną. Gdybyśmy zrównali wszystkie takie rzeczy z satanizmem, szybko osłabilibyśmy prawdziwe ostrzeżenie Kościoła przed magią, wróżbiarstwem i spirytyzmem.
Jednocześnie kultura nie jest pozbawiona znaczenia tylko dlatego, że ma formę zabawy. Posługujemy się symbolami, obrazami i rolami, a rodzice mają prawo pytać, jakie skojarzenia i postawy chcą przekazywać swoim dzieciom. Nie musi istnieć prosty mechanizm „kostium prowadzi do okultyzmu”, żeby uznać, że demon, klątwa, magia czy śmierć nie są najlepszym materiałem do oswajania przez żart.
Nie wszystko, co kultura potrafi zamienić w zabawkę, powinno stać się naszą zabawką.
Czy Halloween jest „świętem Szatana”?
Jeżeli przez to określenie rozumiemy dzień, w którym każdy uczestnik świadomie oddaje kult diabłu, odpowiedź brzmi: nie. Nie można tak opisywać milionów ludzi traktujących Halloween jako świecką rozrywkę.
Jeżeli ktoś twierdzi, że Church of Satan uważa Halloween za swoje najważniejsze święto, również upraszcza. Organizacja sama stawia najwyżej urodziny satanisty.
Ale na tym nie kończy się problem.
Church of Satan świadomie rozpoznaje w Halloween estetykę „ciemności”, makabry, intensywnego odgrywania ról i tego, co określa jako zgodne z własną satanistyczną estetyką. Międzynarodowe Stowarzyszenie Egzorcystów z zupełnie innej perspektywy ostrzega natomiast przed banalizowaniem okultyzmu, czarownictwa i demonicznych wyobrażeń.
Nie są to dwa równorzędne dowody na duchowy skutek Halloween. To dwa bardzo różne świadectwa tego, że otaczająca to święto symbolika nie jest sprowadzalna jedynie do pomarańczowej dyni i cukierków.
Chrześcijanin nie musi nazywać każdego uczestnika Halloween satanistą, aby uznać, że sam nie chce uczestniczyć w kulturze, która czyni z magii, demoniczności i makabry atrakcyjny repertuar zabawy.

Co w takim razie zrobić 31 października?
Chrześcijańska odpowiedź nie powinna polegać na panice ani na tropieniu zagrożenia za każdym symbolem. Potrzebujemy raczej odzyskać prawdziwy sens tych dni.
31 października jest wigilią Wszystkich Świętych. Następnego dnia Kościół stawia przed nami ludzi, którzy osiągnęli świętość, a 2 listopada prowadzi nas na cmentarze i każe modlić się za zmarłych. W uroczystości Wszystkich Świętych i we wspomnieniu wszystkich wiernych zmarłych otrzymujemy znacznie głębszą odpowiedź na pytanie o śmierć niż w halloweenowej makabrze: człowiek umrze, odpowiada przed Bogiem, zmarłych otaczamy modlitwą, a śmierć nie ma ostatniego słowa, ponieważ Chrystus zmartwychwstał.
Dlatego nie musimy udawać przed dziećmi, że śmierci nie ma. Możemy mówić o niej prawdziwie, bez robienia z niej straszaka i bez zamieniania jej w zabawkę. Możemy opowiadać o świętych, odwiedzić cmentarz, pomodlić się za zmarłych i przypomnieć, że prawdziwe zwycięstwo nad złem nie dokonuje się przez zaklęcie, ale przez łaskę, wiarę i świętość.
„To tylko zabawa” nie odpowiada na wszystkie pytania
Nie każde przebranie jest grzechem, nie każda dekoracja ma znaczenie okultystyczne i nie każde fikcyjne zaklęcie jest praktyką magiczną. Trzeba to powiedzieć jasno, ponieważ katolicka ocena nie może opierać się na przesadzie.
Ale równie powierzchowne byłoby twierdzenie, że słowo „zabawa” usuwa znaczenie symboli, ról i treści. Chrześcijanin nie jest zobowiązany uczestniczyć we wszystkim, co kultura zdoła przedstawić jako rozrywkę. Może pytać nie tylko: „czy to jest już formalny rytuał?”, ale także: „czy to pomaga mi i moim dzieciom patrzeć na dobro, zło, śmierć i świat duchowy w sposób zgodny z wiarą?”.
W przypadku Halloween odpowiedź wielu katolików może być po prostu negatywna.
Nie dlatego, że za każdą dynią znajduje się demon. Dlatego, że magia, wywoływanie umarłych, rzeczywiste złorzeczenie i świadome zwracanie się ku siłom okultystycznym są dla chrześcijaństwa sprawami poważnymi, a śmierć nie jest pustą dekoracją. Nie musimy oswajać tych rzeczy poprzez zabawę, żeby przestać się ich bać.
Halloween może powiedzieć: pobawmy się śmiercią. Chrześcijaństwo mówi: pamiętaj, że umrzesz - i żyj tak, aby śmierć nie była twoim końcem.
ŹRÓDŁA I TEKSTY PODSTAWOWE
Pismo Święte: Pwt 18,9-14; Prz 18,21; Mt 12,34-37; Rz 12,14; Jk 3,1-12.
Katechizm Kościoła Katolickiego, 2115-2117.
Św. Augustyn, De doctrina christiana, II,20,30 oraz II,23-24.
Św. Jan Chryzostom, Homilia IV o posągach, szczególnie część 11; Homilia 78 do Ewangelii według św. Mateusza; Homilia VI do Pierwszego Listu do Tymoteusza.
Św. Tomasz z Akwinu, Summa theologiae, II-II, q. 95 oraz q. 96, a. 1-4.
Library of Congress, materiały dotyczące historii Halloween i tradycji związanych z Samhain, Wszystkimi Świętymi oraz późniejszym rozwojem Halloween.
Church of Satan, F.A.Q. Fundamental Beliefs.
Church of Satan, F.A.Q. Holidays.
Francesco Bamonte, L’inganno di Halloween, la bellezza di Ognissanti, Associazione Internazionale Esorcisti, 28 października 2025.
Associazione Internazionale Esorcisti, Comunicato stampa - Convegno nazionale esorcisti italiani dell’Associazione Internazionale Esorcisti, 23 września 2024; spotkanie w Sacrofano, 16-20 września 2024.
Gyles Brandreth, wywiad z o. Gabrielem Amorthem, The Sunday Telegraph, 29 października 2000.
