Nowenna do św. Jana Kantego

Nabożeństwo do św. Jana Kantego, profesora Akademii Krakowskiej i patrona Polski, odprawiane przez dziewięć dni. Nowenna składa się z hymnu do Ducha Świętego, litanii do Świętego, codziennego rozważania jego cnót oraz modlitw błagalnych.

Hymn do Ducha Świętego

Veni, Creator.

Przyjdź, Duchu Stwórco, w okrąg ziem,
Umysły Twoich nawiedź rzesz,
Napełnij górnej łaski tchem
Te serca, którym życie ślesz.

Pocieszycielem Tyś jest zwan
I najwyższego Boga dar,
Tyś namaszczeniem duszom dan,
Zdrój żywy, miłość, ognia żar.

Ty siedmioraki darem łask,
Rąk Cię Ojcowskich palcem zwą,
Ty, obietnicy Ojca blask,
Wzbogacasz usta mową Twą.

O! wnieś nam światło w zmysłów noc,
Miłości w serca wylej zdrój,
Ułomność ciała w czynu moc,
Twą nieustanną łaską zbrój.

W dal odpędź wroga, w niwecz skrusz,
I rychło pokój ześlij nam,
Pod Twoim znakiem, Wodzu dusz,
Miniemy wszelkiej złości kłam.

Niech przez Cię, któryś Prawdy Duch,
Poznajem Ojca z Synem wraz
I Ciebie, jedno Tchnienie Dwóch,
Wyznajem wiarą w każdy czas.

Niech Bogu Ojcu chwała brzmi,
Wraz z Synem, który z grobu wstał,
I Dawcy pociech, w jednej czci,
Hołd wiekuistych płynie chwał.
Amen.

W. Emitte Spiritum tuum, et creabuntur.
O. Et renovabis faciem terrae.

Módlmy się:
Deus, qui corda fidelium Sancti Spiritus illustratione docuisti, da nobis in eodem Spiritu recta sapere et eius semper consolatione gaudere. Per Christum, Dominum nostrum.
Amen.

(Co znaczy: Boże, któryś serca wiernych światłem Ducha Świętego oświecił, daj, abyśmy to, co jest dobre, w tymże Duchu poznali i Jego pociechy zawsze doznawali. Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen).

Teraz należy odmówić Litania o św. Janie Kantym (Do prywatnego użytku)

Modlitwa do Patrona

Święty Janie Kanty, Mistrzu Krakowskiej Akademii i Rodaku miasta Kęt, jakoś za życia miał osobliwą cześć i nabożeństwo do Najświętszej Bogarodzicy, Królowej Korony Polskiej, tak dziś przez Jej wstawiennictwo uproś u Boga zmiłowanie dla Ojczyzny naszej, aby otoczona blaskiem potęgi i chwały, była zawsze przedmurzem wiary i Kościoła świętego katolickiego!

Święty Patronie nasz, dobry Nauczycielu, strzeż nauki polskiej przed ciemnotą błędu, aby ci, którzy światło wiedzy niosą przed narodem, mieli tę mądrość, która Tobie ukazała Królestwo Boże! Dobry Ojcze i serdeczny Opiekunie polskiej młodzieży, któryś przez lat dziesiątki całe zastępy uczniów w cnotach i umiejętnościach wychował, przyczyną Swą przed Bogiem spraw, aby rodzice i nauczycielstwo, Twoim śladem idąc, po Bożemu wychowywali powierzone im od Boga dzieci, i by dziatwa nasza wyrosła na wierne Kościołowi i Ojczyźnie dzieci!

Święty Janie Kanty, Mistrzu sprawiedliwości, spraw orędownictwem Twoim, by prawa Boże władały w naszej Ojczyźnie! Święty nasz Rodaku, któryś nigdy nie odmówił proszącemu, dziś w rodzinnym mieście proszą Cię rodacy i ziomkowie Twoi: uproś błogosławieństwo Boże dla rodzinnego miasta Twego i dla całej Polski! Przez Chrystusa, Pana naszego.
Amen.

Dzień pierwszy

Rozważanie: Na łonie rodziny

"A Jezus się pomnażał w mądrości i w latach i w łasce u Boga i u ludzi". (Łk 2, 52)

Wszystkie życiorysy św. Jana Kantego wspominają nam o jego rodzicach i zachowały ich imiona: Stanisław i Anna. Nie mówią one nam nic, czy byli to ludzie zamożni lub wysokiego rodu, ale za to wspominają ich uczciwość i pobożność; to stanowi ich całą chwałę, a najwyższy tytuł ich sławy, to ich święty syn Jan. Gdyby nie to, ich pamięć byłaby tak samo przepadła, jak przepadła pamięć tylu, tylu innych, którzy w XIV wieku żyli w Kętach i w kęckiej parafii.

To daje nam sposobność zastanowienia się nad ważną sprawą rodziny chrześcijańskiej, katolickiej. Rodzina jest ustanowienia Bożego, gdyż Pan Bóg założył ją już w raju. Albowiem napisano jest w Piśmie Świętym: "I stworzył Bóg człowieka na wyobrażenie swoje, na wyobrażenie Boże stworzył go; mężczyznę i białogłowę stworzył je. I błogosławił im Bóg i rzekł: Roście i mnóżcie się i napełniajcie ziemię"... Kiedy zaś druga Osoba Trójcy Przenajświętszej stała się człowiekiem, kiedy Słowo ciałem się stało, zamieszkało między nami na łonie rodziny, i Pan Jezus Matce swej Najświętszej, oraz mniemanemu swemu ojcu, Józefowi świętemu, był poddany i posłuszny jak tylko najlepsze dziecko rodzicom swoim posłusznym być może. Uzacnił tedy Pan Jezus rodzinę i uszlachetnił, a nawet pierwszy cud swej wszechmocy zdziałał na korzyść rodziny w Kanie Galilejskiej, nie gardząc gościną na godach weselnych...

Z nauki zaś Kościoła wiemy, że Chrystus Pan umowę małżeńską podniósł do godności sakramentu, zabezpieczając żonie i matce godność, dzieciom pewność wychowania, ojcu powagę i dostojeństwo, społeczeństwu spokój i rozkwit, Kościołowi wiernych synów, a niebu Świętych. Małżeństwo święte i nierozerwalne, rodzina chrześcijańska, to najsilniejsze wiązadło ładu na świecie, to ogród cnót społecznych, to ostoja wszelakiego bezpieczeństwa na świecie. Na nic się nie przydadzą nawet najlepsze rządy, najmądrzejsze ustawy i najsprawniejsza policja, jeżeli zatruta będzie komórka życia narodu, państwa i Kościoła, czyli rodzina. Z chwilą upadku rodziny przestaną się rodzić Święci, a wtedy biada światu, bo Święci są jego światłością i solą. To też jesteśmy świadkami wielce znamiennego zjawiska. Oto gdziekolwiek bramy piekielne ruszają na Kościół święty katolicki, na królestwo Boże na ziemi, zawsze i wszędzie swoje pierwsze pociski skierowują przeciwko małżeństwu i rodzinie chrześcijańskiej. Wrogowie sprawy Bożej wiedzą bowiem dobrze, iż jeżeli się im uda rozluźnić węzły małżeńskie, wówczas niebawem odbije się to na całym życiu religijnym i społecznym.

W tym celu usiłują wprowadzić rozwody i śluby cywilne, a wychowanie dorastającego pokolenia chcą podporządkować wyłącznie wpływom świeckim, starając się o ustawowe zaprowadzenie szkoły świeckiej.

Miejmyż się tedy na baczności, bo to wszystko godzi w same podwaliny porządku religijnego i społecznego. Niechże naszą nauką będzie doświadczenie i historia, która mówi, że narody i państwa, a także nasza Ojczyzna, zawsze była wówczas silna i szczęśliwa, gdy życie małżeńskie i rodzinne powodowało się prawem Chrystusowym, a upadek zaczynał się wówczas, gdy się zaczynały psuć stosunki małżeńskie i rodzinne.

Zastosowania

W obliczu uczciwych i pobożnych rodziców św. Jana Kantego przypomniały się nam ważne prawdy naszej św. wiary katolickiej o małżeństwie i rodzinie. Skoro jesteśmy katolikami, zadajmy sobie pytanie, czy nam sumienie niczego nie wyrzuca pod tym względem. - Jakie jest nasze życie rodzinne? Jak się zapatrujemy na wiarołomników i rozwiedzionych? Jak się zachowujemy wobec tych, co dla rozwodu i nowej żeniaczki zmieniają wyznanie, wypierają się swej wiary i przechodzą na kalwinizm? Jakie jest wychowanie dzieci? A synowie i córki, jak się zachowują względem rodziców i pomiędzy sobą? Czy bezwstydna moda i wyuzdany sport nie stoją wyżej, aniżeli przykazania boskie? Czy nie ponosimy odpowiedzialności za lekkomyślnie zawierane małżeństwa? Czy będziemy się mogli ostać na sądzie boskim z powodu tych spraw?

Módlmy się:
Panie Jezu Chryste, który życie rodzinne uświęciłeś niewymownymi cnotami, a św. Janowi Kantemu pozwoliłeś wyrosnąć na łonie zacnej rodziny, spraw, za wstawiennictwem jego, aby nasze rodziny były ogniskami cnoty i uczciwości. Który żyjesz i królujesz na wieki wieków.
Amen.

Dzień drugi

Rozważanie: Kapłan

"A żaden sobie czci nie bierze jeno, który bywa wezwań od Boga, jako Aaron". (Hbr 5, 4)

Przywykliśmy widzieć w św. Janie Kantym głównie mistrza Akademii Krakowskiej, czyli - mówiąc po dzisiejszemu - profesora Uniwersytetu Jagiellońskiego, i rozpowszechnione między nami wizerunki zwykle go też przedstawiają z odznakami profesorskiego urzędu, więc w profesorskiej todze z rektorskimi gronostajami i z doktorskim na głowie biretem. I prawdą jest, że św. Jan Kanty wysoko sobie cenił powołanie nauczyciela tej największej w narodzie szkoły, i obowiązki profesorskie bardzo umiłował. Niewątpliwie też z cichych Kęt do gwarnego Krakowa pociągnęła go żądza nauki, pragnienie zdobycia umiejętności rzeczy boskich i ludzkich. Myliłby się jednak, kto by mniemał, że kariera uniwersytecka była najwyższym przedmiotem jego marzeń. Nie! Było nim kapłaństwo Chrystusowe! Snać iskierkę powołania kapłańskiego, którą Bóg złożył w serduszku chłopięcia, pobożna matka pielęgnowała troskliwie, aż pod tchnieniem Ducha Świętego wybuchła ona płomieniem postanowienia, żeby pójść za głosem Boga, który wołał do służby Pańskiej, do służby ołtarza Pańskiego. I dopiął wreszcie Jan Kanty celu swoich pragnień i niezawodnie częstej a gorącej modlitwy o tę łaskę, żeby się nie sprzeniewierzył głosowi Bożemu, nie zmarnował świętego powołania.

Tak jest! Świętego powołania. Myli się bowiem świat, który na kapłaństwo patrzy tak, jak gdyby to był zawód równy innym zawodom. A to nie jest wcale żaden zawód, lecz święte powołanie Boże, którego sobie nikt dać, ani wysłużyć nie może. Rzecz ta ma się dzisiaj tak samo jak wtedy, kiedy Pan Jezus ustanawiał pierwszych swoich kapłanów, czyli Apostołów. Wybrał on ich z pośród uczniów, których było więcej. Wszystkich innych zostawił na boku, a tylko dwunastu z pośród nich obdarzył kapłaństwem, i wyraźnie im powiedział: "Nie wyście mnie obrali, alem ja was obrał", żeby oni i cały świat później wiedział, że "wybrał, których sam chciał". Nie trudno to zrozumieć. Kapłan bowiem jest to osoba, która ma sprawować sprawy Boskie, więc tylko Bóg ma prawo do wyboru tych, którym raczy powierzyć "to, co do Boga należy", jak mówi Apostoł.

Kto więc na księdza idzie dlatego, ponieważ tak się stosunki składały, że mu wypadło zostać księdzem, albo zgoła kto z jakimś ludzkim, ziemskim wyrachowaniem sięga po godność, której "sobie nikt sam nie bierze, jeno kto bywa wezwań od Boga, jako Aaron", - ten popełnia grubą pomyłkę życiową, żeby nie powiedzieć więcej.

Dlatego źle, bardzo źle postępują ci rodzice, którzy z jakiegoś wyrachowania zmuszają dziecko do stanu duchownego, jeżeli ono nie okazuje wyraźnych znaków powołania. Jeden Bóg tylko wie, i na sądzie boskim okaże się to, ile z takiego postępowania wynikło nieszczęścia ludzkiego i szkody dla sprawy Bożej. Równie źle jednak, i to także bardzo źle, postępują ci, którzy powołanego młodzieńca odciągają i odstraszają od stanu duchownego. Taki bowiem młodzieniec z chwilą jak Pan Jezus wejrzał nań, jak niegdyś wejrzał na Apostołów, jest własnością Pana Jezusa, i nikt nie powinien mu go wydzierać złudnymi obietnicami świata, bo kto wie, czy by z niego nie był kiedyś Święty! Więc nie wolno się ani wdzierać nikomu do kapłaństwa bez powołania, ani też nikogo nie wolno pchać do kapłaństwa bez woli Bożej, ale też tak samo nie wolno nikomu wymawiać się od powołania, ani też w drugich tego powołania niweczyć. - Pan Bóg bowiem w niezbadanych wyrokach swej mądrości i miłości, raczył świętości swoje przeznaczone dla uszczęśliwienia ludzi na wieki, złożyć w słabe ręce ułomnych sług swoich, wybranych z pomiędzy ludzi, bo chciał, żeby ludzie sami przyczyniali się do budowy gmachu swego szczęścia w niebie. Dlatego jak dobry kapłan jest jedną z największych łask i dobrodziejstw, jakie Pan Bóg może wyświadczyć wiernym, tak też brakiem dobrych kapłanów czasem karze ludzi za grzechy, albo ich doświadcza. To też sprawą powołań kapłańskich winni się interesować wierni wszyscy, a nie zwalać tej troski tylko na biskupów. Pan Bóg za tę troskę o dostateczną liczbę dobrych kapłanów zwykł nagradzać wiernych już w tym życiu różnymi łaskami doczesnymi.

Zastosowania

Jak się zapatrujemy na kapłaństwo? Czy stan kapłański osądzamy według najemników, jacy się czasem trafiają? Czy nie moglibyśmy jakiemu młodzieńcowi, który objawia powołanie do stanu kapłańskiego, dopomóc do osiągnięcia tego celu? Czy nie odciągnęliśmy kiedy kogo od służby Bożej w kapłaństwie? Czy nie przytakujemy tym, co powstają przeciwko kapłanom bądź ze złości, bądź z głupoty? Czy modlimy się o kapłanów dobrych, i za kapłanów nieszczęśliwych?

Módlmy się:
Boże, któryś świętego Jana Kantego, łaską powołania do stanu kapłańskiego obdarować raczył, spraw to, prosimy, aby także za dni naszych nie zabrakło Kościołowi twemu godnych pracowników w Winnicy Twojej. Przez Chrystusa, Pana naszego.
Amen.

Dzień trzeci

Rozważanie: Skarb ukryty

"Podobne jest królestwo niebieskie skarbowi ukrytemu w roli, który znalazłszy człowiek, skrył; a od radości jego odchodzi i wszystko, co ma, sprzedaje, a oną rolę kupuje". (Mt 13, 44)

Św. Jan Kanty, oddając się naukom, zrobił, rzec można znakomite odkrycie. Uprawiając rolę umiejętności Świętych, znalazł w niej ów skarb ewangeliczny, o którym mówią przytoczone dopiero co słowa Pisma św., a odbywając tę pielgrzymkę ziemską, podobnym się stał człowiekowi kupcowi, szukającemu dobrych pereł. A znalazłszy jedną drogą perłę, odszedł i sprzedał wszystko, co miał, i kupił ją.

Oto bowiem poprzez całe życie naszego Świętego na kształt złotej nici, ciągnie się wzruszająca troska o zbawienie, przede wszystkim własnej duszy. Pierwszy objaw tej troski spotykamy u św. Jana wówczas, kiedy złożył powierzone sobie obowiązki proboszcza w Olkuszu, względnie nie objął ich wcale. Uważał bowiem, że sprawowanie ich jest połączone z tyloma roztargnieniami, i wymagałoby od niego tyle wylania się na zewnątrz i zajmowania się tysiącznymi sprawami, które nie mają bezpośredniego związku z troską o własną duszę, iż przeląkł się tego ciężaru i postanowił wrócić do swych ulubionych książek i umiłowanej skromnej izdebki profesorskiej, aby móc bez przeszkód zewnętrznych oddać się pielęgnowaniu swej duszy. Nie należy atoli myśleć, że uczynił on to dlatego, aby mieć tak zwany "święty spokój", i zadowalać się uczuciem sytej cnoty. Albowiem to ustronie potrzebne mu było do wytężonej pracy nad tym, żeby nie tylko nie poniósł żadnej straty na duszy, lecz żeby tę duszę swoją przyozdabiać w coraz to strojniejszą szatę cnót. Bo Duch Święty otworzył mu oczy serca na wzniosłą i radosną prawdę, iż Pan Jezus chce duszę naszą mieć swoją oblubienicą umiłowaną, że więc my winniśmy to sobie mieć nie tyle za obowiązek, jak za szczęście i zaszczyt, abyśmy duszę naszą wystawili Mu jako "Kościół chwalebny, niemający zmazy, albo zmarszczki, albo czego takowego, ale iżby dusza nasza była świętą i niepokalaną".

Tą dbałością o piękność duszy tłumaczy się zarówno owo słusznie podziwiane zdarzenie, że nawet zbójców niby to okłamać się wzdrygał, jakoteż ten rzewny zwyczaj, że jeżeli się mu choćby tylko zdawało, że kogoś obraził lub zasmucił, to Mszy św. dopóty nie odprawiał, aż go przeprosił. Nie mówię już ani o jego uczynkach miłosierdzia, ani o jego surowych postach i pokutach, które sobie sam zadawał, ani o ustawicznych modlitwach, ani o uciążliwych pielgrzymkach do Ziemi świętej i do Rzymu, których się podejmował po to, żeby już tu na ziemi odrobić swój czyściec, i w chwili śmierci duszę swoją jak najczystszą oddać w ręce Pana Jezusa, jej Oblubieńca.

Ta troska św. Jana o duszę jest doskonałą dla nas nauką. Tak jest, dla nas, którzy żyjemy w czasach takich, że mogłoby się zdawać, iż staranie o duszę jest czymś zacofanym, przestarzałym, zbytecznym, nierealnym. A jednak także dzisiaj, albo lepiej szczególnie dzisiaj, prawdą jest i pozostanie, co powiedział Pan Jezus: "Cóż pomoże człowiekowi, choćby wszystek świat zyskał, a na duszy swej stratę podjął? Albo co za odmianę da człowiek za duszę swoją?". Trzeba to też wręcz powiedzieć: cała ta nędza i ten nieład nawet w sprawach dobrobytu doczesnego, na co tak narzekamy i nie możemy się z tego wydobyć, właściwą, najgłębszą przyczynę ma w tym właśnie, że ludzie przestali się troszczyć o dusze swoje. Dusza ma także swoje prawa i potrzeby, a jeżeli te nie zostaną zaspokojone, i jeżeli dusza jest zaniedbana, wówczas musi się wszystko popsuć, bo sprawami człowieka i świata kierować powinna dusza. Gdy więc dusza jest zaniedbana, albo zgoła zeszpecona i chora z powodu grzechów, sprawy ludzkie nie mogą iść dobrze. I nic tu nie pomoże, ani sama oświata i kultura, ani tak zwany postęp, ani ustawy, ani policja, ani systemy rządzenia, ani demokracje, ani dyktatury, ani sama pedagogika, ani sam sport, lecz pomóc może jedynie kultura duszy, to jest staranie się o duszę, bo Pan Bóg tak postanowił, a Pan Bóg nie da się ze siebie naśmiewać.

Zastosowania

Zastanówmy się nad tym, cośmy dotąd uczynili dla duszy swojej. Możeśmy ją skazali na głód słowa Bożego i pokarmu niebieskiego, i na pragnienie łaski i cnoty? Albo może nawet trzymaliśmy ją we więzieniu grzechu i w niewoli szatana, okaleczoną i brudną i chorą, choć niedaleko jest krynica dobra wszelakiego, to jest Sakramenta święte. W jakim stanie zastałby duszę naszą Sędzia sprawiedliwy, gdyby jej w tej chwili zażądał od nas?

Módlmy się:
Boże, który św. Janowi Kantemu ukazałeś wielką wartość duszy, daj nam tę łaskę, abyśmy gotowi byli raczej wszystko postradać, aniżeli na duszy naszej stratę ponieść. Przez Chrystusa, Pana naszego.
Amen.

Dzień czwarty

Rozważanie: Czyniciel słowa

"Kto by tedy rozwiązał jedno z tych przykazań najmniejszych i tak by ludzi nauczał, będzie zwany najmniejszym w królestwie niebieskim: a kto by czynił i nauczał, ten będzie zwany wielkim w królestwie niebieskim". (Mt 5, 19)

Św. Jan Kanty w spuściźnie swej naukowej nie zostawił takich dzieł, które by go mogły postawić w rzędzie tak zwanych wielkości naukowych. Nie znaczy to jednak wcale, jakoby nasz święty Patron nie posiadał głębokiej nauki. Owszem, był jak na owe czasy powagą naukową, i zewsząd zwracano się do niego, żeby rozwiązywał trudne zagadnienia nauki teologicznej. Zostawił też św. Jan Kanty liczne rękopisy, są to jednak tylko cenniejsze dzieła teologiczne ojców i doktorów Kościoła, które On przepisywał skrzętnie nieraz i po nocach, żeby lepiej obsłużyć swoich uczniów. Ale nasz Patron nie należał do tych umysłów badawczych, które wiedzę czy to przyrodzoną czy nadprzyrodzoną umieją pchnąć naprzód. Pod tym względem taki np. Mikołaj Kopernik, uczeń Akademii Krakowskiej, wsławił się bardziej, aniżeli mistrz tejże szkoły, św. Jan Kanty. Mimo to przesławna ta szkoła św. Jana uważa za największą swoją chlubę i szczyci się, że w poczet swoich mistrzów zalicza go jako jednego ze Świętych Pańskich. Jako taki bowiem przysporzył on jej i całemu narodowi naszemu takiego blasku, jakiego by był nie przysporzył, gdyby był tylko wielkim uczonym. Św. Jan Kanty posiadł bowiem umiejętność nad umiejętnościami, czyli umiejętność Świętych, na którą nieraz nie stać nawet największych uczonych.

Ta umiejętność Świętych polega na tym, co powiedział Pan Jezus w przytoczonych dopiero co słowach kazania na górze. Mówi tam Pan Jezus o dwóch rodzajach nauczycieli: jedni, to ci, którzy uczą drugich, ale nawet najmniejszych przykazań, których uczą, nie zachowują, czyli "rozwiązują" je, jak się wyraża Chrystus Pan. Takich nauczycieli Pan Jezus nazywa najmniejszymi w królestwie niebieskim, to znaczy, przyznaje im bardzo małą wartość w oczach Pana Boga. Drugi rodzaj nauczycieli to ci, którzy to, czego uczą, sami wykonują, a nawet najpierw sami wykonują, a dopiero potem uczą, stanowiąc żywą ilustrację swej nauki.

Nie wszyscyśmy od Boga powołani, żeby być nauczycielami drugich, ale wszyscyśmy obowiązani zastosować się do słów św. Jakuba Apostoła, który w Piśmie Świętym tak mówi: "Bądźcie czynicielami słowa, a nie słuchaczami tylko, oszukującymi samych siebie" (Jk 1, 23). Oszukującymi samych siebie, powiada Apostoł. Święte słowa! Ileż to razy dziwujemy się, czym to idzie, że choć nauka Pana Jezusa już blisko 2000 lat jest znana światu, owoców tej nauki na ogół tak straszliwie mało widać na tym świecie, że nieraz wypada się pytać, czy ten świat w ogóle jest jeszcze chrześcijański, względnie czy już zaczął być chrześcijański. A jakaż tego przyczyna? Czy nie ta, że oszukujemy samych siebie? Jakże to? A no tak chyba, że umiemy się zachwycać pięknością nauki Chrystusa Pana, a nawet tu i ówdzie potrafimy uronić łzę rozrzewnienia nad jej wzniosłością, a na czyn, stanowczy, pierwszy zdecydowany czyn nie umiemy się zdobyć.

Jakże nas pod tym względem zawstydza św. Jan Kanty! On nie poprzestawał na rozczulaniu się nad nędzą brata, lecz własny płaszcz zdjął z ramion i okrył nim nędzarza; nie wymawiał się tym, że przecież zima, więc "trudno, moi drodzy", żeby człowiek sam miał nie mieć tego, co mu potrzebne, lecz śmiałym gestem zzuł obuwie z nóg i podarował je zziębniętemu, a sam spuściwszy płaszcz aż na ziemię, żeby nie widziano, iż boso jest, ukrył ten swój uczynek przed ludźmi... Nie dość było św. Janowi zachwycać się pięknością prawdomówności, więc zdobył się na to, żeby nawet zbójców przepraszać, iż mimo woli zakrył przed nimi pieniądze. Wiedział św. nasz Patron, że kto tylko podziwia tych, co darują urazy, ten jest jakby miedź brząkająca i cymbał brzmiący, więc schodził przed Mszą św. do tych, których tylko może obraził i prosił o przebaczenie. Dał nam przykład św. Jan Kanty, że na nic się nie przydadzą nawet najpiękniejsze słówka o umartwieniu i pokucie, więc naprawdę krzyżował ciało swoje z namiętnościami i w niewolę je poddawał ducha, aby snadź, gdy nauczał innych, sam nie został odrzucony.

Zastosowania

Co zrobiłeś naprawdę dla duszy swej i dla postępu w cnocie? Czy poza zwyczajnymi obowiązkami chrześcijanina katolika zdobyłeś się kiedy na jakiś stanowczy czyn dla Pana Boga? Czy się może kontentujesz pacierzem rano i wieczór, Mszą św. w niedzielę i święta, spowiedzią raz na rok i postem w piątki? A gdzie są uczynki miłosierne, gdzie dowody pojednania z tymi, których zasmuciłeś, skrzywdziłeś, obraziłeś, spotwarzyłeś? A może jęczysz w kajdanach niewoli jakiego grzesznego nałogu albo niedozwolonego stosunku? Czemu się nie chcesz zdobyć na zerwanie? Chodzi przecież tylko o to, żeby zrobić początek poprawy, a dobry jest Pan Bóg i da ci łaskę wytrwania w dobrym i będziesz Go błogosławił na wieki za spokój sumienia i szczęście wewnętrzne. Idź i zrób początek jeszcze dzisiaj!

Módlmy się:
Panie Jezu Chryste, który w świętym naszym Patronie wskrzesiłeś nam wzór, jak należy w czyn wprowadzać twoją świętą naukę, użycz i nam tej łaski, abyśmy byli czynicielami słowa twego. Który żyjesz i królujesz Bóg na wieki wieków.
Amen.

Dzień piąty

Rozważanie: Pokutnik

"Jeżeli pokutować nie będziecie, wszyscy także zginiecie". (Łk 13, 5)

Że człowiek grzeszący czyni pokutę, to każdy rozumie i uznaje, albo raczej uznać powinien. Trudno natomiast pojąć, dlaczego ci słudzy Boży, których czcimy jako Świętych, oddawali się nieraz nader surowej pokucie. A Święci wszyscy bez wyjątku byli wielkimi pokutnikami. Byli nimi nie tylko ci, którzy się z wielkich grzeszników stali wielkimi Świętymi, jak np. św. Magdalena, św. Augustyn i t.d., ale także ci, których Pan Bóg niemal od kolebki obdarzył świętością i niewinnością życia. Pokutnikiem był także nasz Patron Jan święty, i potomność ze szczególną wdzięcznością przechowała w pamięci właśnie dowody jego surowego życia, jego umartwień i uczynków pokutnych. Ks. Piotr Skarga tak o tych sprawach jego mówi: "Jedzenie jego tylko do podpory ciała, suknia nie tak zimno odganiała, jak tylko nagość pokrywała. Sen krótki, ledwie strapione postami i duchownymi ćwiczeniami zemdlone ciało posilał. Łóżko ziemia goła, a niedźwiedzia czasem skóra go zagrzewała". Tej pokucie zewnętrznej towarzyszyła wewnętrzna, w postaci ustawicznej pamięci na niebezpieczeństwo i rzeczywistość obrazy Pana Boga, objawiającej się we łzach żalu i przebłagania.

Mielibyśmy św. Jana Kantego także w tej pokucie naśladować? I to w dzisiejszych czasach? Otóż właśnie w dzisiejszych czasach! Bo te czasy mają to do siebie, co je czyni tak straszliwie niesamowitymi w porównaniu z tymi, które już były. Człowiek także dawniej płacił smutny haracz swej krewkości, i wikłał się w tajemnicę nieprawości, czyli grzeszył. Ale dawniej człowiek grzech nazywał grzechem i przyznawał, że jest on obrazą Pana Boga, więc trzeba za grzechy pokutować, i kajał się przed Bogiem. Dzisiaj zaś grzech podnoszą ludzie niemal do godności zasady, a nawet nieledwie roszczą sobie prawo do grzeszenia, więc też i o pokucie słyszeć nie chcą. I to właśnie jest takie straszne, i to napawa takim lękiem, to też - rzec można - jest przyczyną, że świat jest jakiś taki rozkołatany we wszystkich wiązadłach i do ładu wrócić nie może. A to, bo Pan Bóg nie może się zrzec prawa do czci należnej Jego Najświętszemu Majestatowi, i gdzie mu człowiek przez grzech tę cześć odbiera, a pokuty czynić nie chce, tam musi wejść w swoje prawa sprawiedliwość, która musi nieraz karać, jeżeli jej nie powstrzyma miłosierdzie. A na miłosierdzie jakżeby mógł liczyć człowiek, gdyby ze swej strony nie uczynił wszystkiego, co uczynić może, to jest gdyby przynajmniej nie pokutował za własne przewinienia? Święci zaś, mając od Boga oświecone oczy serca, i widząc dokładniej okropność obrazy Pana Boga, czynili pokutę nawet za cudze grzechy, za grzechy świata. Niechże więc obraz tego naszego Patrona rozmodlonego w przebłaganiu Boga i oddanego pokucie, będzie nam wymownym kazaniem o straszliwej grozie grzechu i ustawicznym nawoływaniem, byśmy przynosili godne owoce pokuty.

Zastosowania

Św. Augustyn przed swoją śmiercią zostawił nam rzewne upomnienie, żeby też każdy z nas starał się nie zejść z tego świata bez pokuty, choćby się mu nawet zdawało, że już nie ma nic do odpokutowania. Tak się zapatrywali tacy Święci na tę ważną sprawę. A my jak się zapatrujemy? Czy przynajmniej przykrości i krzyże tego życia przyjmujemy i znosimy, żeby przez nie odpokutować za grzech? A może u ciebie, Bracie drogi i Siostro, zachodzi potrzeba większej pokuty, bo i dług zaciągnięty u Boga, większy był i jest? Co zamierzasz w tym względzie uczynić? Poproś św. Jana Kantego, by ci uprosił u Boga światło Ducha Świętego w tej ważnej sprawie. A potem nie wahaj się podjąć pokuty, i bądź pewny, że do twego serca zawita słodki spokój i szczęście.

Módlmy się:
Wszechmogący wieczny Boże! W wielkiej dobroci twojej pozwalasz się przebłagać ludziom, jeżeli szczerze pokutują. Użycz nam tej łaski, abyśmy za przyczyną sługi twego Jana Kantego nie zeszli z tego świata bez pokuty za grzechy nasze. Przez Chrystusa, Pana naszego.
Amen.

Dzień szósty

Rozważanie: Bogomódlca

"Potrzeba się zawżdy modlić, a nie ustawać". (Łk 18, 1)

Czy to nie jest niemożliwe, żebyśmy się zawsze modlili, a nie ustawali, jak opiewają słowa wyjęte z Ewangelii. Nie może to być, bo są to słowa samego Pana Jezusa, a Pan Bóg nie żąda rzeczy niemożliwych. Zresztą jeżeli człowiek należycie rozważy, co to jest modlitwa, wówczas prośba ta nie wyda się mu wygórowaną. Ponadto należy zaznaczyć, że mówimy nie tyle o modlitwie jakiej takiej, lecz o duchu modlitwy. Boć ostatecznie, choć potoki modlitwy na szerokich przestrzeniach naszego życia bardzo wysychają, przecież, dzięki Bogu, jeszcze nie wszędzie zamilkły szmery i szepty modlitewne w naszym narodzie. Świadczą o tym coraz liczniejsze kongresy eucharystyczne, pielgrzymki do miejsc świętych, adoracje Najśw. Sakramentu, domy rekolekcyjne i inne przystanie modlitwy, zwłaszcza w naszych domach zakonnych, bractwa różańcowe, sodalicje i stowarzyszenia pobożne. Dziękować Bogu za to! Ale ducha modlitwy przydałoby się nam więcej, bo ten ulatnia się coraz bardziej. Co to znaczy? Znaczy to, że coraz mniej wśród nas owego usposobienia, które sprawiało, że jeszcze do niedawna po naszych wsiach i miasteczkach dzień w dzień przez otwarte okna i drzwi domów przechodnia dolatywały śpiewy "Godzinek" do Matki Boskiej, tak, że naprawdę cały kraj był rozśpiewany chwałą Maryi. A w niedzielę i święta ci, co nie mogli być na nabożeństwie parafialnym, lecz zostali w domu, duszą i sercem łączyli się ze sumą odprawianą we farze, i zajęcia domowe przeplatali wspólnym śpiewem Różańca. A na odgłos dzwonu z wieży kościelnej, zwiastującego chwilę Podniesienia, wszystko w domu padało na kolana i czyniło pokłon Bogu, zstępującemu na ołtarze, aby na nowo zamieszkać między synami ludzkimi. A gdy się po kraju niosły dźwięki dzwonu na "Anioł Pański", wówczas, czy kto był w polu, czy w domu, czy wśród pracy czy wśród spoczynku, przystawał, odsłaniał głowę, żegnał się i przyklękał, żeby uczcić tajemnicę Wcielenia i Tę, która rzekła "Oto ja służebnica Pańska, niech mi się stanie według słowa twego"...

Po co jednak wywoływać wizję błogiej przeszłości? Może lepiej przypomnieć, że wtedy oblicza ludzkie były bardziej rozsłonecznione i szedł od nich jakiś powiew spokoju, jakiś blask, co miał w sobie coś nadziemskiego, a w sercach czuć było większą ciszę, aniżeli dzisiaj, kiedy wszyscy skarżymy się na swoje zdenerwowanie. Skąd to pochodziło i pochodzi? A no stąd, że dusza ludzka bez modlitwy obejść się nie może, bo modlitwa jest dla niej karmą i użyźniającą wilgocią. Wszak dusza jest iskrą od Boga, który ją tchnął w ciało, żeby człowiek stał istotą żyjącą na obraz i podobieństwo Boże. Dzięki temu swojemu pochodzeniu, dusza ludzka z żywiołową siłą lgnie do Boga i do Boga się zwracać musi, jak ta igła kompasowa jednym końcem musi wskazywać na północ. To zaś zwracanie się duszy do Boga objawia się w modlitwie, więc kto nie modli się, ten swej duszy gwałt zadaje, a gwałt ten musi się zemścić na wszystkich stosunkach ludzkich. To też i mści się w oczach naszych.

Doskonale to wszystko rozumiał nasz Patron, Jan święty. Wiedział on, że dusza "modlitwą żyje, do modlitwy wzdycha, bez niej jak kwiatek bez rosy usycha", i dlatego był rozmodlony, i dlatego świętym został. Bo Święty bez modlitwy jest nie do pomyślenia. Wpatrujmy się w obraz św. Jana Kantego i nauczmy się od niego tej wielkiej sztuki modlitwy, a spłyną nam z nią razem wszystkie dobra.

Zastosowania

Zajrzyjmy w głąb duszy naszej i zbadajmy, czy ona nie zamiera dla braku rosy niebieskiej, która spływa tylko przez modlitwę. Czy i jak spełniamy świętą czynność pacierza rano i wieczór? Matki, módlcie się za dzieci swoje, jeszcze przed ich urodzeniem, a tych, które się już urodziły, pilnujcie, żeby się snadź nie przyzwyczaiły obchodzić się bez modlitwy. Mężczyźni, pamiętajcie, że nie ma piękniejszego widoku pod niebem, nad widok mężczyzny na modlitwie! A kiedy do Polski zawita zwyczaj wspólnej modlitwy wieczornej w gronie rodzinnym?

Módlmy się:
Panie Jezu Chryste, któryś proszących uczniów sam uczył modlić się, a sługę swego św. Jana duchem modlitwy obdarzył, daj nam, prosimy, abyśmy się ustawicznie modlili za Twoim rozkazem a nigdy nie ustawali. Który żyjesz i królujesz, Bóg na wieki wieków.
Amen.

Dzień siódmy

Rozważanie: Miłośnik braci

"Ten ci jest miłośnik braci i ludu izraelskiego". (2 Mch 15, 14)

Najbardziej znanym wśród ludu chrześcijańskiego jest ten wizerunek św. Jana Kantego, który go przedstawia w chwili, jak ociera łzy biednej sierocie z Łobzowa, napełniając cudownie dzbanek mlekiem. W rzeczy samej, miłosierdzie św. Jana Kantego dla bliźnich najgłębiej się zapisało w sercu wdzięcznej potomności. Ale bo też to był rys w jego postaci, który się wybijał ponad wszystkie inne. Nic dziwnego. Kto tak jak on posiadł umiejętność Świętych, i, co ważniejsze, kto tak jak on miłował Pana Jezusa, ten nie mógł nie wiedzieć, że najwyższe przykazanie boskie, przykazanie miłości, składa się z dwóch części, z miłości Boga i bliźniego, a te dwie części tak się mają do siebie jak jedno oko do drugiego, jak wydychanie i wdychanie, a nawet jak dusza i ciało. Jak ani dusza bez ciała nie jest człowiekiem, ani ciało bez duszy, tak też miłość Pana Boga nie może się ostać bez miłości bliźniego. Jeżeli chodzi o samo zrozumienie tej prawdy, to trudności nie ma wiele. Trudność zaczyna się dopiero wtedy, gdy trzeba odpowiedzieć na pytanie: A gdzież ta miłość jest i jak ona wygląda w praktyce, nie w słodkich słowach? Chodźcie i posłuchajcie, jak św. Jan miłował bliźnich, a dowiecie się.

"Miłosierne uczynki, - pisze o nim złotousty Ks. Skarga - nie przestając czynił, potrzebnym pomoc dając, smutne ciesząc, gości i pielgrzymy przyjmując, więźnie nawiedzając, i sercem miłosierdzia pełnem, szaty i buty co rok ubogim kupując rozdawał". A i to też do miłości bliźniego u niego należało, że w mowie prawdę zawsze chował, a kłamstwem się aż nadto srodze brzydził. A gdy go kto obraźliwą i uszczypliwą mową strofował, milczał, a sam do siebie mówił: Strzeż się cudzej czernić sławy, bo ciężka rzecz do naprawy. Strzeż się wchodzić z bliźnim w zwady, przykre jednania przykłady, a nawet słowa te na ścianie mieszkania swego węglem pisał.

Nie w tym jednak rzecz, aby wiedzieć, co i jak należy czynić, żeby miłość bliźniego zakwitła na świecie i zamieniła go w przedsionek nieba, lecz w tym, skąd wziąć siłę, która by taką miłość bliźniego rodziła. Skąd ją wziąć? Na to pytanie jedna tylko może być odpowiedź, właśnie ta, którą daje św. Jan Kanty: rozmiłować się naprawdę w Bogu, a Bóg już rozpali serce miłością braci. Tak było zawsze w Kościele Bożym. Zalicza on w poczet swoich świętych dzieci prawdziwych olbrzymów płomiennej miłości bliźniego, których zbyteczna wymieniać, a wszyscy oni wołają głośno, że nigdy, przenigdy, nie byliby się zdobyli na tyle miłości ku braci, miłości, która zapomina o sobie, a cała się rozpływa w czynieniu dobrze drugim, gdyby wprzód ich serc nie był ogarnął ogień miłości Boga. Tę prawdę głosi Kościół ustami i czynami swoich wielkich synów i córek już blisko 2000 lat, i głosić nie przestanie, że na świecie będzie lepiej ludziom dopiero wtedy, gdy się ten świat przepali ogniem miłości Pana Boga. Dzisiaj zrodziła się inna mądrość, która głosi, że zamiast ogniem miłości Bożej, trzeba świat przepalić ogniem przewrotu, rewolucji, i skąpać go w potokach krwi bratniej, bo dopiero ze zniszczenia i krwawej kąpieli ma się zrodzić człowiek nowy, który bliźniemu nie będzie katem, lecz bratem. Jakże jednak można kogoś mieć bratem, jeżeli się nie uznaje, że ten ktoś i ja, to dzieci wspólnego ojca, czyli Pana Boga? O nie! Niech sobie lepszy byt zdobywają wzajemną walką zwierzęta, bo to ich jedyna sztuka i przywilej. My zaś prośmy świętego naszego Patrona, by nam wyprosił łaskę miłości Pana Boga, bo tylko wówczas zdoła wykwitnąć na niwie serc naszych kwiat miłości bliźniego, której nam tak bardzo potrzeba.

Zastosowania

Zajrzyjmy w głąb duszy naszej i zbadajmy, czy ona nie zamiera dla braku rosy niebieskiej, która spływa tylko przez modlitwę. Czy i jak spełniamy świętą czynność pacierza rano i wieczór? Matki, módlcie się za dzieci swoje, jeszcze przed ich urodzeniem, a tych, które się już urodziły, pilnujcie, żeby się snadź nie przyzwyczaiły obchodzić się bez modlitwy. Mężczyźni, pamiętajcie, że nie ma piękniejszego widoku pod niebem, nad widok mężczyzny na modlitwie! A kiedy do Polski zawita zwyczaj wspólnej modlitwy wieczornej w gronie rodzinnym?

Módlmy się:
Panie Jezu Chryste! Tyś powiedział, że potem pozna świat, iżeśmy uczniami twoimi, jeżeli miłość mieć będziemy ku sobie, spraw, prosimy, abyśmy się od sługi twego św. Jana nauczyli miłować braci, jakoś ty nas umiłował. Który żyjesz i królujesz na wieki wieków.
Amen.

Dzień ósmy

Rozważanie: Ukryty w Bogu

"Życie wasze ukryte jest z Chrystusem w Bogu". (Kol 3, 3)

Niejeden, gdy słyszy, żeśmy wszyscy powołani do świętości, myśli, że się to nie może odnosić do niego, i tłumaczy się tym, że go przecież nie stać na nic takiego nadzwyczajnego, żeby mógł zostać świętym. Takim na pociechę i zachętę trzeba przypomnieć, że także w życiu św. Jana Kantego właściwie nie było nic takiego nadzwyczajnego, na co by nie było stać wszystkich chrześcijan. Z czegóż się bowiem składało pasmo życia naszego świętego Patrona? Czy nie z pracy, z modlitwy, z umartwienia, pokuty, uczynków miłosierdzia i serdecznej tęsknoty do nieba? Rozgłośnych rzeczy w jego życiu nie widać wcale. Nie był ci on bowiem ani doktorem Kościoła, jak św. Atanazy, Jan Złotousty, Augustyn, Grzegorz i inni, ani założycielem zakonu jak Benedykt, Franciszek, Dominik, Ignacy, ani też w ogóle nie zdziałał nic takiego, co by było za jego życia ściągnęło nań oczy świata. To zaś, co sobie potomność przypomniała niezwykłego w jego życiu, on sam skrzętnie ukrywał przed oczyma ludzi, tak, że wolno wątpić, czy ówczesny Kraków cały wiedział, że ma w swoich murach tak wielkiego przyjaciela Pana Boga. Skromna i więcej niż uboga izdebka przy ulicy św. Anny w Krakowie, która mu służyła za mieszkanie, najlepiej znamionuje tego naszego Patrona i głosi, że jest to Święty, którego cała wielkość zasadza się na tym, iż sprawdził na sobie słowa Pisma św.: "Sługo dobry i wierny, iżeś nad małym był wiernym, nad wielem cię postanowię".

Dlatego podnieście głowy wasze i napełnijcie otuchą serca wasze, wy wszyscy maluczcy w królestwie Boga naszego, wy ubodzy duchem, którzy nikomu nieznani pragniecie i łakniecie sprawiedliwości i chowacie Chrystusa w sercu waszym... Pocieszcie się wy matki, męczennice swego obowiązku, które może znosicie katusze ciała i serca, a nie zbaczacie ani na włos z drogi obowiązku, żeby wychować w ciężkich czasach gromadkę dzieci na dobrych ludzi... Pocieszcie się, wy, którzy płaczecie i jesteście smutni, bo wam tak ciężko wśród ludzi, albowiem widzi Bóg łzy wasze i spracowane ręce wasze, i On, który widzi w skrytości, odda wam dnia zapłaty... Pocieszcie się i wyprostujcie osłabione kolana, którzy wśród szyderstw świata nieugięci stoicie na straży czystości serca i świętej waszej wiary katolickiej, bo nadejdzie dzień, w którym ci, co się z was naśmiewają, będą musieli zawołać: "O my głupcy, więceśmy się pomylili, i błądziliśmy", a wy będziecie wówczas świecić jako sprawiedliwi, i biegać jako iskry między trzciną (Mdr 3, 7), wydobyci z ukrycia na pełne światło chwały Bożej. Niech się wam nie zdaje, że wasze życie nieznane jest bez wartości dla sprawy Bożej, bo właśnie wasze cierpienia i łzy i westchnienia, byle były dla Boga, są nader cennym budulcem w stawianiu gmachu chwały Bożej.

Niech się wam też nie zdaje, że wy będziecie musieli stać na uboczu, kiedy inni pójdą za głosem Ojca świętego i w szeregach Akcji Katolickiej, ramię przy ramieniu z biskupami i kapłanami, współdziałać w apostolskim posłannictwie Kościoła. Nie myślcie tak. Jakkolwiek bowiem prawdą jest, że dzisiaj trzeba z rozkazu Ojca św. zakasać rękawy i stanąć do roboty nie tylko nad własnym zbawieniem, lecz także nad zbawieniem drugich, to jednak i to prawdą jest, że robota ta wtedy tylko się uda, gdy do niej staną dusze, które na rekolekcjach zamkniętych zaczerpnęły ducha męstwa do staczania bitew Pańskich, na godzinach Straży Honorowej Najśw. Serca Jezusowego zapaliły swe serca od gorejącego ogniska miłości, przedtem w katolickich stowarzyszeniach młodzieży nauczywszy się kochać sprawę Bożą i do katolickiego przysposobiwszy się życia.

Św. Jana Kantego słusznie Patronem sobie obrały niedawno polskie zakłady naukowe dla kształcenia przyszłych sług ołtarza. Równie słusznie za swojego Patrona powinni go mieć wszyscy ci, którzy wiodą życie ukryte z Chrystusem w Bogu, ludzie, którzy w cichości spełniają swój codzienny szary obowiązek przy warsztacie swego życia w rodzinie, w biurze, w sklepie, na roli, we fabryce, wszędzie, a chcą się stać świętymi.

Zastosowanie

Jak spełniasz swoje codzienne obowiązki? Pamiętaj, że to jest twoja pierwsza służba Boża. Ofiarujmy swoje codzienne sprawy, modlitwy, krzyże i utrapienia w połączeniu z tymi intencjami, w jakich się Pan Jezus ofiaruje na ołtarzach naszych, a miejmy w sercu nadzieję, że nam z tego wykwitnie obfity plon na żywot wieczny.

Módlmy się:
Wszechmogący wieczny Boże, który wybierasz to, co słabe u świata, aby się żaden śmiertelny nie chlubił przed Tobą: daj nam za przykładem sługi twego św. Jana umiłować ciche spełnianie woli Twej najświętszej na chwałę Twego Imienia. Przez Chrystusa, Pana naszego.
Amen.

Dzień dziewiąty

Rozważanie: Jezus - Maryja

"Postanowiłem sobie nic inne nie umieć między wami, jedno Jezusa Chrystusa, i to ukrzyżowanego". (1 Kor 2, 2)

Czy chcecie na koniec dowiedzieć się, jaki był klucz do tajemnicy całego przebłogosławionego żywota naszego Patrona? W takim razie zawiodę was do Krakowa. Tam przy ul. św. Anny w czcigodnych murach starego gmachu Kolegium Akademii Krakowskiej, jest na parterze na lewo od wejścia niewielka izba z alkową, i to jest mieszkanie naszego Świętego, a po prawej ręce kapliczka, którą pod koniec jego życia miała wybudować królowa Elżbieta. W kapliczce tej jest w ołtarzu niewielki obraz Pana Jezusa Miłosiernego i Matki Bolesnej, zbierającej krew z boku Zbawiciela do kielicha. Przed tym obrazem modlił się św. Jan Kanty, do Bogarodzicy nabożny, a Ks. Skarga twierdzi, że często łzy przed nim wylewał, i nic w ustach nie miał, jeno Pana Jezusa i Matkę Jego Przenajświętszą.

I ten ci jest klucz do tajemnicy jego życia i świętości i chwały jego w niebie. Św. Jan Kanty powiedział sobie, że skoro Męka i śmierć Pana Jezusa i Jego Krew Przenajdroższa i Jego Najświętsze Rany przyniosły odkupienie i zbawienie światu całemu, to też one zdołają się stać krynicą dobra wszelakiego dla każdego człowieka z osobna, źródłem uświęcenia, zdrojem siły moralnej dla woli, oświeceniem dla rozumu, księgą mądrości, która rozwiązuje wszystkie zagadki życiowe, miejscem odpocznienia dla duszy strapionej i serca skołatanego, przystanią wśród burz tego świata, ukojeniem bólu i cierpienia, słodkim pokrzepieniem w smutku, i zadatkiem radości wiekuistej. Św. Jan Kanty powiedział sobie niezawodnie, że na sądzie ostatecznym ciężkim dla nas oskarżeniem będzie to, iżeśmy na ogół tak mało brali sobie do serca fakt, iż się za nas polała Krew Boga-Człowieka, że za nas męki konania przechodziło Najświętsze Serce Jezusowe, i że dla nas Matka Jezusowa stała się Matką Boleściwą z siedmioma mieczami w Niepokalanym swym Sercu. Żeby więc ze swej strony niejako odrobić za wielu z nas to niepojęte zaniedbanie i tę dziwną naszą obojętność, św. Jan zanurzał się w morze tajemnic Męki Chrystusowej i boleści Matki Najświętszej, a Pan Jezus sowicie go wynagradzał za tę miłość współczucia nader słodką wzajemnością, użyczając mu wielkiego daru łez, skruszenia, miłości, wdzięczności, i dopuszczając do poufałości wdzięcznego ze sobą obcowania.

Na takim przestawaniu sam na sam z Boskim Oblubieńcem swej duszy, św. Jan wzrastał w miłości ku Bogu i ludziom, poznawał tajemnice Najświętszego Serca Jezusowego, czynił wysokie wzloty duszy ku tym wyżynom, z których się ukazuje człowiekowi cała znikomość tego wszystkiego, co nie jest Bogiem; tam dojrzewała jego dusza, tam się rozjaśniały jego myśli, tam się rozpływały mgły zwątpienia, tam się uciszało serce, tam się budziło przeczucie tego, co Bóg nagotował tym, którzy Go miłują, a czego ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało, i co do serca ludzkiego nie wstąpiło. Skutkiem tego śmierć nie tylko nie miała dla niego w sobie nic strasznego, lecz wyglądał jej ze spokojem, a nawet z radością, bo go miała oddać Temu, który dla niego wisiał na krzyżu, Chrystusowi Panu. To też gdy zachorował, z psalmu one słowa mówił: "Biada mnie, Panie, że pielgrzymowanie moje trwa tak długo". Zatem z tego mieszkania ciemnego do wiecznej zapłaty wyszedł w samą wigilię Bożego Narodzenia, bo snać droga była w oczach Pana śmierć Świętego Jego.

Zastosowanie

Wzbudzajmy w sobie często pamięć Męki i śmierci Chrystusowej. Sposobności po temu mamy wiele: każdy znak Krzyża św., gdy się żegnamy, winien nam przypomnieć, żeśmy drogo odkupieni; każda figura przydrożna niechaj do nas żywo przemówi, że w Krzyżu nasze zbawienie. Niechaj w żadnym mieszkaniu nie zabraknie wizerunku Pana Jezusa Ukrzyżowanego, i niech on tam zajmuje miejsce honorowe. Niechaj już dzieci uczą się mieć w poszanowaniu ten święty znak naszego zbawienia. A prośmy często o tę łaskę, żebyśmy ostatnie wydali tchnienie z tymi słowami na ustach albo przynajmniej w sercu: Jezus, Maryja!

Módlmy się:
Panie Jezu Chryste! Ty sługę swego św. Jana Kantego obdarzyłeś szczególną miłością tajemnicy swej Męki i czułym nabożeństwem do swej Najświętszej Matki. Daj też i nam tę łaskę, byśmy w rozpamiętywaniu Twej miłości ukrzyżowanej znaleźli źródło świętości i pociechy, a po tym życiu niech nam ukaże Ciebie jako błogosławiony owoc żywota swego, łaskawa, litościwa i słodka Panna Maryja. Który żyjesz i królujesz na wieki wieków.
Amen.

Ofiarowanie Nowenny

Wszechmogący wieczny Boże! Otośmy za łaską Twoją przez dziewięć dni gromadzili się przed oblicznością twoją, żeby rozpamiętywać te nauki, których nam chciałeś udzielić, dając nam za Patrona sługę twego, św. Jana z Kęt. Przyjmij, Ojcze niebieski, to nasze nabożeństwo i spraw, abyśmy sobie wzięli do serca te myśli, którymi nas raczyłeś natchnąć, i wykonali je w życiu. Wtedy Tobie będzie chwała w Świętych twoich, Boże i Panie nasz. Wówczas też raczysz wysłuchać nas, gdy Cię prosić będziemy.

Niech nam św. Jan Kanty będzie Patronem. Niech stanie na straży czystości i świętości życia rodzinnego. Niech młodzież nasza bierze sobie go za wzór czystości obyczajów i pilności w zdobywaniu nauki. Kapłańskie powołania niechaj się nie marnują w zgiełku świata, i niechaj Winnica Twoja, o Panie, nie narzeka na brak gorliwych i świętych pracowników. Strzeż, o Boże nasz, Kościoła świętego, ochraniaj Ojca świętego i nie podawaj go na wolę nieprzyjaciół jego. Pomagaj naszym biskupom, aby w Duchu Świętym rządzili Kościołem Twoim. Nie pozwól, o Boże, abyśmy stracili z oczu wielką cenę dusz naszych, odkupionych Krwią Syna Bożego. Daj nam, abyśmy cię nie tylko ustami, ale i uczynkami chwalili. Nie dopuść, o Boże nasz, abyśmy zatwardzali serca nasze i bez pokuty zeszli z tego świata. Niechaj duch modlitwy ożywia uczynki nasze, a miłość nasza ku braciom niechaj będzie szczera i prawdziwa.

Obyśmy w pracach, cierpieniach i utrapieniach naszych mieli przed oczyma jedynie Twoją chwałę, o Boże, a w Męce i Krwi Najdroższej Syna Twego szukali pomocy i pociechy. Ty zaś, Matko nasza Boleściwa, którą św. Jan Kanty czcił czułym i serdecznym nabożeństwem, po tym wygnaniu okaż nam błogosławiony owoc żywota twego, Pana naszego a twego Syna Jezusa Chrystusa, który z Bogiem Ojcem i Duchem Świętym żyje i króluje Bóg po wszystkie wieki wieków.
Amen.

Tekst na podstawie: ks. Jan Korzonkiewicz, "Nowenna do św. Jana Kantego", Nakładem Kat. Ligi Parafialnej w Kętach, Kęty 1931. Imprimatur: L. 5717/31, Kraków, 1 sierpnia 1931 r., Stanisław, Bp., Wik. gen.

Modlitewnik Tradycyjny - ekran główny aplikacji z kategoriami modlitw

Powyższa modlitwa była pomocna? Zabierz ją ze sobą.

Znajdziesz ją i ponad 1200 innych w Modlitewniku Tradycyjnym - darmowej aplikacji z modlitwami opartymi na sprawdzonych źródłach Kościoła. Litanie, koronki, psalmy, nowenny, pięknie pokategoryzowane i zawsze pod ręką. Bez internetu, bez reklam.

  • Pełna biblioteka offline
  • Osobisty plan modlitewny
  • Kalendarz liturgiczny
  • Czytanie głosowe (TTS)
4.9 w Google Play Bez reklam, bez konta